Mimo tego, że Tom Behan nie dostał na żaden ze swoich ostatnich 500 listów odpowiedzi, uczeń ostatniej klasy szkoły średniej zapowiada, że będzie pisał listy tak długo aż Obama odejdzie z Gabinetu Owalnego. Behan podkreśla, że jego miłość do nienarodzonych dzieci została wzmocniona po tym jak jego starsza siostra dwukrotnie poroniła. „ Nie mogę znieść tego, że niektórzy ludzie chcą się pozbyć swoich dzieci. Moja siostra tak bardzo chciała mieć dzieci i nie może.”- mówi portalowi LSN.
Behan na początku zapełniał obie strony kartki listu. Tak wyglądały pierwsze 300 listów. Teraz są on trochę krótsze jednak wciąż zawierają to samo przesłanie: skończyć z aborcją. “Znam już adres prezydenta na pamięć” – żartuje uczeń. Behan otrzymał kilka odpowiedzi na swoje listy. Najczęściej kończyły się one zdaniem: „Dziękujemy za wsparcie prezydenta USA”. Na pytanie dziennikarz LSN, co by Behan powiedział Obamie gdyby miał okazje z nim porozmawiać w cztery oczy, mówi, że starałby się uświadomić prezydentowi jak bardzo bolesna jest aborcja dla zabijanych dzieci i jak silny jest syndrom proaborcyjny, który dotyka kobiety. Uczeń dodaje również, że chciałby uświadomić Obamie, że 1/3 jego pokolenia została aportowana. „ To 1/3 ludzkiego potencjału, który straciliśmy na zawsze”- mówi Behan.
Gdy jego działalność nagłośniły media, organizacje pro-life przysyłają mu znaczki pocztowe nawet z takich rejonów odległych jak Kalifornia. Wcześniej za znaczki płacili jego rodzice. Behan mówi, że jest wdzięczny za znaczki, ale obrońcy życia powinni sami zacząć pisać podobne listy do Obamy. „ Jak to samo co ja zaczną robić tysiące ludzi, to jestem pewien, że coś się zmieni”. –przekonuje.
Ł.A/LifeSiteNews

