Moskwa domaga się od NATO gwarancji, że Sojusz nie zostanie w żaden sposób rozszerzony na Wschód. Dzieje się to w momencie, w którym Rosja koncentruje swoje siły przy granicy z Ukrainą. O ewentualnej wojnie w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówił minister spraw zagranicznych Łotwy Edgars Rinkeviczs, który podkreśla, że jeśli USA dadzą Rosji gwarancję, że Ukraina nie wejdzie do NATO, stracą wiarygodność.
Łotewski minister zaznacza, że nie wiemy, czy dojdzie do wojny. Wskazuje jednak, że sytuacja jest bardzo niebezpieczna, z czym zgodzili się na początku grudnia wszyscy szefowie MSZ państw NATO. Ministrowie przyznali, że trzeba się przygotować również na scenariusz otwartej agresji.
- „Dlatego uzgodniliśmy nałożenie surowych sankcji na Rosję w razie inwazji, a także dalsze wzmocnienie flanki wschodniej NATO. Sądzę jednak, że na razie Władimirowi Putinowi chodzi o szantażowanie Zachodu. Chce wymóc gwarancję, że Ukraina ani nie przystąpi do Sojuszu, ani nie będzie od niego otrzymywać wojskowego wsparcia”
- ocenił polityk.
Zaznaczył, że danie Putinowi gwarancji nierozszerzania NATO jest niemożliwe.
- „To podważyłoby wiarygodność tak Ameryki, jak i samego Sojuszu. Niezależnie od tego wewnętrzna dynamika w NATO wskazuje, że w nadchodzących latach poszerzenie Sojuszu nie wchodzi w grę. Ale już sam fakt, że na Zachodzie rozważa się, co zostało powiedziane na szczycie, jest dla Putina sukcesem. Może też powiedzieć własnej opinii publicznej: wysłuchano mnie”
- wskazuje.
Jego zdaniem obecnie Putinowi zależy na utrzymaniu napięcia na Ukrainie, aby nie mogła ona zająć się wewnętrznymi reformami i realizować euroatlantyckich aspiracji.
- „Nie wykluczam jednak też wojny, bo Kreml widzi, że mimo wszystko Ukraina się umacnia, jej kontrola poprzez oligarchów zanika. Putin staje jednak przed niezwykle trudnym dylematem: jaki byłby finał inwazji?”
- mówi rozmówca „Rzeczpospolitej”.
Mówiąc o bezpieczeństwie Łotwy zaznaczył, że „absolutnie kluczowe znaczenie” dla jego państwa na Polska. Odniósł się też do obecnej polityki unijnych instytucji wobec Polski podkreślając, że uruchomienie przeciwko naszemu państwu procedury z art. 7 było błędem.
kak/Rzeczpospolita, PAP
