- Dzieci brały prezerwatywy garściami, bo dostęp do środków antykoncepcyjnych jest w Polsce bardzo drogi. To były kilkunastoletnie dzieci, dziś w Polsce współżycie seksualne rozpoczyna się w piętnastym, szesnastym roku życia. (Prezerwatywy - przyp. red.) są drogie w porównaniu do kieszonkowego piętnastolatki czy szesnastolatka. To jest poważny problem - powiedział Palikot w audycji Moniki Olejnik.

 

Oburzenie nie krył Stena Niesiołowski. - Nie rozumiem tego, co mówi pan przewodniczący Palikot. Rozdawanie dzieciom, trzynasto- czy piętnastoletnim dzieciom tego rodzaju gadżetów jest obrzydliwe. W najmniejszym stopniu tego nie popieram - stwierdził polityk.

 

W podobnym tonie wypowiedział się Stanisław Żelichowski. - To jest fatalne. Gdzie do dzieci, no ludzie? - pytał retorycznie poseł PSL.

 

Natomiast prof. Tomasz Nałęcz powiedział, że jest "jak najbardziej za edukacją seksualną w szkole", ale uważa, iż sejm nie jest miejscem na edukację seksualną. - Młody człowiek, który przychodzi do sejmu, patrzy na posła jak na Boga i wszystko weźmie od posła. Ale dlaczego, kiedy przychodzą do świątyni demokracji, akurat prezerwatywę im dawać? Bardziej konstytucję niż prezerwatywę - stwierdził Nałęcz, który nie musiał długo czekać na ripostę. - Ich bardziej interesują prezerwatywy niż konstytucja - odpowiedział Palikot.

 

AM/Wp.pl