„Ojcze Święty, piszę, aby udowodnić, że my chrześcijanie, (….), nie jesteśmy grzesznikami” – zaczyna się list prof. Koraba-Karpowicza, który wydrukowała „Rzeczpospolita”.
Autor sroce spod ogona nie wypadł. Jak się przedstawia – studiował na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, jest doktorem po Oxfordzie i profesorem na Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Uprawia też „nową teologię”, nową, czyli prostą i przyjemną, w której nie ma miejsca na takie archaiczne pojęcia jak „grzech” czy, nie daj Boże, „piekło”.
„Najczcigodniejszy Ojcze Święty, piszę aby udowodnić, że my chrześcijanie, a więc ci, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa i mają Boga w sercu, nie jesteśmy grzesznikami, lecz ludem Bożym, narodem świętym” – rozpoczyna autor. Następnie opisuje swój sakrament pokuty, w którym przyznaje spowiednikowi, że nie czuje się grzesznikiem. Kapłan oczywiście nie udzielił penitentowi rozgrzeszenia.
To zabawne, że profesor postanowił w ten sposób upublicznić swoją spowiedź, przypominającą anegdotę, którą proboszczowie opowiadają sobie przy herbatce, i która zwykle dotyczy osób w bardzo podeszłym wieku, tracących powoli kontakt z rzeczywistością.
W tym przypadku ukazany jest pewien dramat człowieka, który ma bardzo duży problem – uznania siebie za grzesznika. Łatwiej mu jest napisać list do papieża Franciszka i pouczać Kościół, niż stanąć w prawdzie, uderzyć się w pierś i zapłakać nad sobą. Co znamienne, pisze, że nie jest grzesznikiem, zwraca się do głowy Kościoła Katolickiego, papieża, który w ogromnej pokorze nieustannie mówi o swojej grzeszności przy każdej okazji i prosi wiernych, aby modlili się za niego.
Niepokalany profesor skarży się na spowiednika, że zasugerował, że przemawia przezeń pycha. „Tymczasem moja wypowiedź wynikała z czystości serca” – rozbrajająco wyjaśnia autor. Po co więc poszedł do spowiedzi? Tajemnica.
Według teologii prezentowanej przez Koraba-Karpowicza chrześcijanie nie są grzesznikami. Owszem, zdarza się ulec słabościom, ale „fakt, że grzeszymy nie czyni nas jeszcze grzesznikami” – pisze autor. „Chrześcijanin, a więc ten kto przez chrzest rodzi się w Bogu i poprzez wiarę w Bogu mieszka, nie jest grzesznikiem, ani nawet nie grzeszy” – wyjaśnia.
Dla każdego, kto przynajmniej raz w życiu podjął wysiłek nawrócenia brzmi to niedorzecznie. Uznanie się za grzesznika jest podstawą nawrócenia. Jest czymś fundamentalnym, jednocześnie trudnym i bolesnym, ale w rezultacie – uzdrawiającym. Wymaga bowiem stanięcia w smutnej prawdzie o sobie samym. Gdy ktoś wejdzie głębiej w ten proces z przerażeniem dostrzega, że nie jest dzieckiem Bożym, ale popełniając wszystkie możliwe grzechy przypomina dziecko diabła i tylko łaska Najwyższego może go uratować.
Na końcu tekstu jest tylko gorzej. Profesor poucza papieża jaką katechezę ma głosić. Nie mówić o rzeczach trudnych. Nie mówić o grzechu. Zapomnieć o piekle. Wyłącznie alleluja, wszyscy będziemy zbawieni. Tylko… czy to jest naprawdę chrześcijaństwo?
„Ojcze Święty, mów do nas o Panu Bogu, miłości i świętości. Niechże wizja świętej ludzkości na drodze do Boga, a nie grzechu i ludzkiego upadku, nadal przyświeca Kościołowi” – kończy autor.
Cały tekst można przeczytać tu: http://www.rp.pl/Opinie/160909161-Korab-Karpowicz-Nie-jestesmy-grzesznikami.html#ap-1
Tomasz Teluk
