"Lekarze nam powiedzieli, że żadne dziecko z chorobą Ryana nie przeżyje. Więc to, że jest on z nami jest niesamowite. Naprawdę wszystkich zaskoczył” - mówi w „Daily Mail” Leighann, matka chłopca. „Chcieliśmy by to natura zdecydowała czy on przeżyje. Odmówiliśmy aborcji” - dodaje Amerykanka. Chłopczyk przyszedł na świat w szpitalu „Children’s National Medical Centre” Waszyngtonie. W ciągu kolejnych dwóch lat przeszedł serie operacji. Lekarze w końcu ocalili mu życie, chowając jego serduszko do klatki piersiowej. „Modliliśmy się by przetrwał. Udało się”- mówi matka. “Cały czas walczył. Nie chciał umrzeć. Udowodnił wszyskim, że można wygrać” - dodaje. Dziś trzyletni chłopczyk pogodnie bawi się ze swoimi siostrami i cieszy się normalnym zdrowiem.


Choroba Ryana jest niezwykle rzadka i zapewne wielu rodziców zdecydowałoby się na dokonanie aborcji w takim wypadku. W końcu dziś zabija się dzieci nienarodzone z mniejszymi wadami genetycznymi. Zabija się również zdrowe, bo są „niechciane”, co jednak jest już skrajnym barbarzyństwem. Ryan jest jednak żywym wyrzutem sumienia wszystkich, którzy zgadzają się na legalną aborcję z powodu „nieodwracalnych wad płodu”. Ten dzieciak chciał żyć. I wygrał tę walkę ku rozmaczy aborcjonistów i wielu feministek. 

 


Łukasz Adamski