Czterej mężczyźni stali obok siebie w transporcie w Auschwitz. Wszyscy przeżyli wojnę, ale nie dane im się było poznać. Stało się to dopiero po 65 latach za sprawą internetu. Historię jak z filmu opisuje "Rzeczpospolita".

 

 

- Staliśmy w długiej kolejce. Przed chwilą przeszliśmy przez selekcję. Część naszego transportu właśnie poszła do gazu. My mieliśmy żyć. Podchodziliśmy kolejno do więźnia, który tatuował nam numery. Używał zwykłej igły i jakiejś farby czy atramentu - mówi „Rz" Anszel Sieradzki ze Zduńskiej Woli, obecnie mieszkający w Jerozolimie.

Sieradzki nie znał ludzi, którzy w sierpniu 1944 roku stali za nim i przed nim w kolejce w oświęcimskim obozie. Więźniowie byli przydzielani do różnych bloków obozowych.

Towarzyszy z obozu koncentracyjnego miał poznać niespodziewanie po... 65 latach.

- Wszystko zaczęło się od strony internetowej, którą znalazła moja córka. Była na niej opisana historia Sieradzkiego. Gdy ją czytałem, nagle coś mnie tknęło. Odwinąłem rękaw i spojrzałem na swój tatuaż. Ten facet miał numer o jeden wyższy niż mój! - opowiada „Rz" 80-letni Menachem Szołowicz z Łodzi, teraz mieszkający w Hajfie.

Szołowicz zadzwonił do Sieradzkiego. Dla obu Panów przetrwanie „piekła na ziemi" wydawało się nieprawdopodobne, a na dodatek mieszkali w jednym kraju. Sprawę opisała lokalna gazeta i wtedy wydarzenia potoczyły się dalej, równie zaskakująco.

Po ukazaniu się artykułu zadzwonili do nich właściciele dwóch kolejnych obozowych numerów - bracia Szaul i Jakow Zawadzcy. Szołowicz, Sieradzki i Jakow Zawadzki spotkali się w Jerozolimie i wspominali swoje dramatyczne losy.

Wszyscy przebywali w łódzkim gettcie, potem bydlęcymi wagonami przetransportowano ich do Auschwitz, gdzie selekcji ich transportu dokonał sam „anioł śmierci" doktor Mengele. Po dramatycznej walce o przetrwanie w obozie, szli w Marszu Śmierci w głąb Rzeszy, aż w końcu wyzwolili ich Amerykanie.

Po wojnie ich historie również były podobne. Wszyscy po przyjeździe do Izraela zostali wcieleni do wojska i brali udział w bliskowschodnich walkach. Po roku 1989, każdy z nich przynajmniej raz był w Polsce. Najczęściej Polskę odwiedza Sieradzki, który jeździ do Auschwitz z izraelską młodzieżą i opowiada jej o dramacie wojny.

Historia czterech więźniów, którzy przeżyli Auschwitz i mają kolejne obozowe numery jest sensacyjna, biorąc pod uwagę śmiertelność w obozie. Na dodatek dowiedzieli się o sobie i spotkali się dzięki internetowi.

MM/Rz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »