Niepodległość po 1989 roku. Prof. Andrzej Nowak dla Frondy - zdjęcie
10.11.18, 11:30

Niepodległość po 1989 roku. Prof. Andrzej Nowak dla Frondy

Fronda: W Polsce po 1989 roku władzę w Polsce przejęli postkomuniści. Jaki mieli stosunek do odzyskania  niepodległości w 1918 roku?

Andrzej Nowak: Po roku 1989 zaczął dominować ton podany przez środowisko „Gazety Wyborczej”. Wykorzystując w tym celu  autorytet premiera Tadeusza Mazowieckiego, przekonywano polskie społeczeństwo, że jego historia była jakaś krzywa, niedobra, że trzeba się od niej odwrócić i patrzeć tylko w przyszłość. Należy oddzielić przeszłość grubą kreską i do niej nie wracać. Pogardliwy stosunek do postawy niezłomnych, jako nowa „mądrość etapu” został bardzo mocno wyrażony w artykule Adama Michnika na łamach „Tygodnika Powszechnego”, gdzie trwanie w krytycznej pamięci wobec zbrodni komunizmu zostało przyrównane do groteskowej postaci Lucusia z opowiadania Mrożka „Ostatni husarz”. Żołnierze Niezłomni broniący pamięci o niepodległości, tradycja dumy z etosu patriotycznego II RP zostały niezwykle ostro zakwestionowane przez pedagogikę wstydu, jaką od początku swojego istnienia zaczęła stosować III RP. W takim kontekście okazało się nagle, że pamięć o niepodległości jest nadal bardzo potrzebna i należy podtrzymywać ją oddolnie, wbrew polityce najsilniejszych mediów.

 Myślenie postkomunistyczne było nadal żywe…

 W tamtym czasie państwo oczywiście spłacało pewne długi wobec historii – przywrócone zostało święto 11 listopada, ale już np. minister obrony narodowej  Bronisław Komorowski nie chciał przywrócić święta 15 sierpnia jako Święta Wojska Polskiego. Głosował za tym, żeby Wojsko Polskie nie świętowało rocznicy związanej z walką o niepodległość przeciwko bolszewikom w 1920 roku, ale raczej Święto Narodowe Trzeciego Maja jako bardziej neutralne... To pokazuje, jak kształtowały się postawy wobec tradycji  niepodległości wśród wysokich urzędników państwowych, którzy przejęli władzę czy też współdzierżyli ją z nadania komunistów razem z gen. Jaruzelskim, gen. Kiszczakiem czy gen. Siwickim w roku 1989. Niepodległość – owszem, ale tylko do takich granic, jakie zaakceptuje Moskwa (a później Bruksela).

 Jakie było tło społeczne?

 Pamiętajmy, że istniało mnóstwo problemów w tamtym czasie, które niejako spychały na margines kwestie historyczne. Przede wszystkim tzw. plan Balcerowicza zmarginalizował społecznie miliony ludzi w Polsce. To był dotkliwy problem, który najbardziej dotykał obrońców tradycji solidarnościowej. „Solidarność zrobiła swoje, Solidarność może odejść” – takie było hasło nowej władzy reprezentowanej przez Leszka Balcerowicza. Z drugiej strony bardzo mocnym i nośnym hasłem, które zyskiwało popularność w latach 90. wśród wielu młodych oraz średniego pokolenia odbiorców było hasło, że niepodległość  nie jest już nam potrzebna, bo zmierzamy do Europy. Jak tylko do niej dojdziemy, to połączymy się z nią, rozpuścimy się w niej i istotna będzie tylko szersza wspólnota europejska. Upieranie się przy tradycji niepodległościowej jest anachroniczne. Dojdźmy do Europy, to jest nasz cel, a podtrzymywanie tradycji niepodległościowej jest w nim zbędne. To był bardzo  mocny przekaz propagandowy. Część działaczy środowisk niepodległościowych sprzed 1989 roku zdecydowała się wziąć w nim udział i przyjąć ten kierunek. Nastąpił podział środowisk solidarnościowych – niektórzy wybrali optykę postniepodległościową, w której niepodległość nie jest już potrzebna Polsce. Część działaczy podtrzymywała jednak nadal tradycje niepodległościowe. Tu szczególnie zasłużył się np. Wojciech Ziembiński, premier Jan Olszewski, z młodszych – minister Jan Parys. To ludzie bardzo czynni politycznie za PRL-u oraz w III RP w obronie tradycji niepodległościowej. Politycy różnych generacji w pierwszej połowie lat 90. przypominali hasła niepodległościowe. Zaliczał się do nich także m.in.  Antoni Macierewicz, bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy. Wiele jeszcze innych nazwisk wspólnie łączyło jedno: przekonanie, że niepodległość jest wartością najwyższą dla naszej wspólnoty politycznej i nie  można jej wyrzucić na śmietnik historii. Trzeba odnowić jej znaczenie w III RP.

Jak współcześnie w czasach wolności pod rządami PiS państwo wyraża swój stosunek do niepodległości odzyskanej po 123 latach zaborów?

 Przede wszystkim poprzez próbę odbudowania suwerennego polskiego głosu w Europie – nie przeciw niej, ale jako pełnoprawnego członka wspólnoty jej narodów. To są wysiłki w dziedzinie odbudowy gospodarczego potencjału Polski (plan Morawieckiego), ocalenia demograficznej przyszłości narodu (500+), polityki kulturalnej budującej raczej mądrą dumę z osiągnięć przodków, aniżeli niemądrą pogardę.

Dziękuję za rozmowę.