Związek Nauczycielstwa Polskiego chce nam umożliwić zostawianie dwulatków w przedszkolu. I mam dziwne przeczucie, że jeśli pomysł ZNP przejdzie, to za kilka lat pojawi się kolejny projekt – tym razem przymusowego edukowania w przedszkolach dzieci w wieku lat 3. A może i dwóch.
Przesadzam? Ale przecież i tak od następnego roku przymusowo będziemy musieli prowadzić już 5-letnie dzieci do przedszkola. W końcu Komisja Europejska chce, byśmy za kilka lat edukowali 95 proc. dzieci w przedszkolach.
Tylko czy naprawdę o to chodzi, skoro już dziś dzieci uczące się w zerówkach cofają się w rozwoju, gdyż program zakazuje im uczyć się pisać? Czy nauczycielscy lobbyści rzeczywiście chcą umożliwić rodzicom pozostawienie podczas swego pobytu w pracy dzieci pod cudzą opieką?
Myślę, że chodzi jednak o to, by członkom tej organizacji zapewnić pracę i dostęp do środków z budżetu państwa. Dodatkowo za uzasadnieniem projektu, wypowiadanym ustami szefostwa ZNP, kryje się bardzo groźna filozofia: kobiety powinny za wszelką cenę jak najszybciej wracać do pracy, swoje dzieci pozostawiając pod opieką osobom kompetentnym. Dzięki temu nikomu nie wpadnie do głowy, by uczyć swoje pociechy czegoś niestosownego, nie ujętego w odgórnie wyznaczonym programie. Nie mówiąc już o zwyczajowym wszak w polskich rodzinach gwałceniu i torturowaniu maluczkich.
Na szczęście rząd stawia sprawę jasno – na dofinansowanie przedszkoli pieniędzy w budżecie nie ma i zbyt szybko nie będzie. Ponadto nie wystarczy uchwalić ustawy, by w miastach i wioskach jak spod ziemi wyrosły nowe piękne placówki edukacyjne. Szkoda tylko, że w tej kwestii podnoszone są argumenty jedynie ekonomiczne.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

