W 2014 roku dokonano w Niemczech 99 700 aborcji. To nieco mniej, niż w roku poprzednim, a zdecydowanie mniej niż dekadę temu. W 2004 roku zabito bowiem za Odrą niemal 130 tysięcy nienarodzonych - podają niemieckie media.

Pomimo postępującego spadku aborcji mordów na dzieciach w Niemczech wciąż są tysiące. Co więcej bardzo niewielki ich odsetek to zabójstwa po gwałcie lub ze względu na chorobę dziecka – zaledwie 4 proc. Niemal wszystkie mordy na nienarodzonych dokonywane są tylko dlatego, że Niemki swoich dzieci nie chcą. Większość z dzieci zginęła zamordowana metodą odsysania próżniowego.

Zabójstw dokonują przede wszystkim kobiety w wieku od 18 do 34 lat. 8 proc. to kobiety powyżej 40 roku życia, niespełna 4 proc. – niepełnoletnie. Warto zauważyć, że aż 61 proc. z morderczyń to kobiety, które urodziły już przynajmniej jedno dziecko.

Nie wiadomo dokładnie, dlaczego aborcji w Niemczech jest coraz mniej. Eksperci oceniają, że wynika to najprawdopodobniej z kilku czynników. Na pierwszym miejscu należy wymienić „edukację” seksualną, która promuje stosowanie antykoncepcji. Nie wiadomo ponadto, jak na liczbę aborcji wpłynie zalegalizowanie w Niemczech tak zwanej „pigułki po”. Jest oczywiste, że dzieci będą ginąć nadal, tyle, że teraz w najwcześniejszej fazie swojego rozwoju, co oficjałowie uznają oczywiście za wielki postęp i sukces.

W Niemczech aborcja jest de facto, choć nie de iure, legalna do 12 tygodnia ciąży. Kobieta powinna najpierw zasięgnąć rady lekarza, najpóźniej na trzy dni przed planowanym mordem. Ten powinien aborcję odradzać i proponować ochronę życia dziecka. W wielu wypadkach procedura musi wyglądać jednak w praktyce inaczej, skoro aż 100 tysięcy kobiet swoje dzieci zabiło.

pac