Jak informuje "Rzeczpospolita", swoje oburzenie wyrazili nie tylko przedstawiciele środowisk lewicowych (jak np. Zieloni), ale również niemiecka minister sprawiedliwości. Dystans do stanowiska hierarchy wyraził nawet... szef Centralnego Komitetu Niemieckich Katolików (ZdK) Alois Glueck. Przewodniczący najważniejszego organu katolików świeckich przekonuje, że kryzysowa sytuacja Kościoła nie wynika wcale z żadnej nagonki, ale tuszowania skandali pedofilskich z duchownymi w niechlubnych rolach głównych.

 

Jakie główne zarzuty przedstawia się niemieckiemu Kościołowi? Fakt, że zatrudnia aż 1,3 mln ludzi, co dla liberalnych komentatorów i polityków jest przejawem funkcjonowania "państwa w państwie". Publicyści przekonują, że osoby zatrudnione w miejscach pracy pod auspicjami Kościoła są szykanowane ze względu na swój światopogląd.

 

Atmosferę podgrzewają również problemy wewnętrzny Kościoła. Niedawno jeden z najbardziej konserwatywnych hierarchów - kard. Joachim Meisner uznał za dopuszczalne podanie zgwałconej kobiecie pigułki "po". Zdaniem kardynała taka forma antykoncepcji, uniemożliwiająca samo zapłodnienie już uwolnionej komorki jajowej, w przypadku gwałtu jest dopuszczalna. Co ciekawe, spotkało się to ze sprzeciwem Bernharda von Tongelena, ginekologa jednej z kościelnych klinik.

 

Więcej w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolitej".

 

AM