- Dla krajów na wschodzie Europy, obawiających się Rosji, wizyta węgierskiego premiera w Moskwie musi sprawiać wrażenie zdrady - czytamy na łamach niemieckiej gazety Handelsblatt.

O tym, że Viktor Orban to polityczny "kumpel" Władimira Putina wiadomo nie od dziś. Teraz do takiej konkluzji doszedł komentator Handelsblatt, wskazując, że żaden europejski przywódca nie nadwerężył cierpliwości europejskich partnerów tak, jak Orban.

"Węgierski premier zmasakrował praworządność w swoim kraju. Demonstracyjnie stawał po stronie Chin, gdy poszukiwano europejskiej linii wobec tego rosnącego w siłę systemowego konkurenta. Teraz prowokuje swoich partnerów wizytą w Moskwie, odbywającą się w najbardziej newralgicznym momencie" - czytamy.

W ocenie komentatora gazety, Orban ani słowem nie odezwał się na temat grożącej Ukrainie rosyjskiej inwazji, "żebrał za to o tani gaz".

Uwadze publicysty nie umknęła jednak wina Niemiec w podziałach w Europie w obliczu zagrożenia ze strony Rosji.

"Prezydent Rosji może to uznać za kolejny sukces jego operacji dzielenia Europy. Uczciwie trzeba przy tym przyznać, że także niemiecki rząd, poprzez swoje sprzeczne sygnały wobec Moskwy, wydatnie się do tego przyczynił" - czytamy.

W artykule wizyta Orbana na Kremlu została określona mianem "zdrady".

"Zdrada to wielkie słowo. Z punktu widzenia krajów wschodnioeuropejskich takich jak Polska, państw bałtyckich czy przede wszystkim samej Ukrainy, które obawiają się coraz bardziej nieprzewidywalnego władcy Kremla, musi to sprawiać takie wrażenie" - czytamy.

jkg/deutsche welle