Ostatni raz tak kiepski wynik Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) osiągnęła w 1933 roku w wyborach, które - po pożarze Reichstagu - doprowadziły do władzy Adolfa Hitlera. Wtedy zaledwie 18,3 proc. wyborców zaufało lewicy. W niedzielę było ich niewiele więcej - raptem 23 proc. Również siostrzane partie chadeckie (CDU/CSU) nie osiągnęły wspólnie tak słabego wyniku od kiedy istnieją. Spadek nie był aż tak wyraźny, jak w przypadku SPD, ale i tak 33,8 proc. nie jest wynikiem, którym należałoby się chwalić.
Co innego mniejsze partie. Trzy ugrupowania, które należały do Bundestagu w poprzedniej kadencji, poprawiły swój wynik. Z najlepszego w historii wyniku cieszą się postkomuniści z Partii Lewicy ( 11,9 proc.) i liberałowie z Wolnej Partii Demokratycznej (FDP – 14.6 proc.). Do Bundestagu nie dostała się, z wynikiem 2 proc., szykowana na czarnego konia wyborów Partia Piratów, a także budujący swoją kampanię we wschodnich landach na antypolskich fobiach neonaziści z Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD - 1,5 proc.).
Liberałowie przeciw wypędzonym
Choć liberałowie z FDP będą mniejszym partnerem w formującym się rządzie chadecko-liberalnym, to w dużym stopniu od nich zależeć będzie niemiecka polityka w ciągu najbliższych lat. Uskrzydleni wynikiem wyborczym, z pewnością będą twardymi negocjatorami podczas koalicyjnych pertraktacji. Liberałowie od dawna nie ukrywają, że zależy im na uzyskaniu stanowiska ministra spraw zagranicznych dla swojego lidera, Guido Westerwelle.
Trudno powiedzieć, ta nominacja wpłynie na stosunki polsko-niemieckie. Z pewnością Westerwelle będzie tonował rewizjonistyczne podejście niektórych polityków CDU i CSU, takich jak przewodnicząca Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach. Gdy w marcu BdV wycofał jej nominację na członka rady fundacji kierującej niemieckim centrum przeciwko wypędzeniom, Westerwelle pochwalił tę decyzję i zgromił kanclerz Angelę Merkel za to, że miesiącami nie ucinała dyskusji na ten temat poprzez zdyscyplinowanie Steinbach, która jest członkiem zarządu jej partii. Jeśli utrzyma dotychczasowy kurs, lider liberałów, już jako szef niemieckiej dyplomacji, może przyczynić się do złagodzenia niektórych napięć w relacjach z Polską.
Mówią o nas, ale źle
Z drugiej strony, nie należy wpadać w euforię, jaka ogarnęła szefa polskiej sekcji "Deutsche Welle", Bartosza Dudka. W wypowiedzi dla TVN24 stwierdził on, iż "FDP jest (...) jedyną partią, czy jedną z dwóch, która w swoim programie wyborczym mówiła o Polsce". To prawda, nazwa naszego kraju padła w programie wyborczym liberałów dwukrotnie. Pierwszy raz w kontekście budowania wspólnoty europejskiej – twórcy pomysłów politycznych "żółtych" (kolor FDP) zwrócili uwagę na to, iż osiągnięcie zgody między narodami niemieckim i polskim jest tak samo istotne, jak było osiągnięcie zgody między Niemcami i Francuzami po zakończeniu II wojny światowej.
Drugą kwestią, w której liberałowie odwołali się do Polski, był jednak sprzeciw wobec – nieaktualnej już – budowy przez Amerykanów tarczy antyrakietowej w naszym kraju. Zatem gdyby traktować poważnie wspomnianą wypowiedź Dudka, równie dobrze można by powiedzieć, że bardziej "propolscy" są neonaziści z NPD, gdyż wspominali o nas nawet na swoich plakatach wyborczych. Hasłem: "Zatrzymać inwazję Polaków".
Dwa rządy w Niemczech – czarno-żółty i różowy?
Rola liberałów w nowym rządzie będzie ważna także ze względu na ich rolę w wojnie kulturowej. Choć FDP jest partią skupiającą się przede wszystkim na kwestiach gospodarczych (jak twierdzi sam Westerwelle, "w sytuacji skrętu w lewo wszystkich partii jedyną, która broni społecznej gospodarki rynkowej"), to kwestie obyczajowe także leżą jej politykom na sercu. Lider stronnictwa jest zadeklarowanym homoseksualistą, który pokazał się na wieczorze wyborczym razem ze swoim partnerem. Westerwelle, który, jak deklaruje, nie chce adoptować dziecka, wypowiadał się już za umożliwieniem adopcji dzieci przez homoseksualne pary.
Niewykluczone więc, że w Bundestagu powstanie, obok koalicji rządowej, "różowa koalicja" wszystkich partii prócz chadeckiej, która umożliwi związkom jednopłciowym przejmowanie dzieci od ośrodków adopcyjnych. W zakresie kwestii etycznych liderzy CDU (w większym stopniu, niż CSU) już dawno zrezygnowali z podkreślania wartości chrześcijańskich. I pod tym wzgledem przypominają polską Platfromę Obywatelską. Liberałowie mogą więc próbować przekonać CDU i CSU, by zbytnio nie "przeszkadzały" we wprowadzaniu zmian kulturowych.
Czy kanclerz Merkel będzie miała odwagę się tym zapędom przeciwstawić? Biorąc pod uwagę jej dotychczasowe poczynania, należy w to wątpić.
NRD wiecznie żywa
Rosnące poparcie dla skrajnej i "zielonej" lewicy to najważniejszy, istotniejszy nawet od sukcesu liberałów, sygnał tych wyborów. To znak, że nasi zachodni sąsiedzi coraz bardziej oswajają się z myślą o tym, że zwolennicy komunistycznej dyktatury we wschodnich Niemczech mogliby rządzić obecnie całym krajem.
Niewykluczone, że tak, jak do niedawna "zmaganie się z przeszłością" oznaczało rzutowanie ponurej spuścizny II wojny światowej na niemiecką politykę, tak dziś tematem numer 1 stać się może spuścizna komunistyczna i pytanie, czy zjednoczenie Niemiec, którego 20 rocznica wypada w tym roku, przebiegło w sposób sprawiedliwy. Bo to właśnie wschodnioniemieckie niezadowolenie z przebiegu transformacji i skutków zjednoczenia napędza już od kilku lat popularność postkomunistycznej Partii Lewicy.
Stefan Sękowski
Zobacz komentarz doktora Marka Cichockiego.
[video:http://www.youtube.com/watch?v=92-Wrn58Yac'/>
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

