W poniedziałek TVN wyemitował kolejny odcinek programu Szymon Majewski Show, a w nim krótki poradnik dla Niemców, którzy przyjadą do Polski na Euro 2012. Żarty pana Majewskiego nie zawsze każdemu się podobają, nie można mu jednak zarzucić stronniczości – po uszach dostaje się od Majewskiego zarówno opozycji, jak i koalicji.


Tym razem, jakkolwiek Majewski chciał zaprosić Niemców na Euro 2012 w konwencji żartu, jego program nie bawi, ale budzi zniesmaczenie. Na piłkarskie wydarzenie naszych zachodnich sąsiadów zaprasza… obcokrajowiec, bo „w Polsce każdy czuje się jak u siebie w domu”. Na potwierdzenie tej tezy zza jego pleców dobiega bardzo przyjazne powitanie „Wy********j matole”.


Bohater filmiku przekonuje Niemców, że Euro 2012 to doskonała okazja, żeby odwiedzić „kraj mlekiem, miodem i browarem płynący”. – Zresztą, byliście to już w 1939 roku – dodaje. A na wszelki wypadek, co by mniej „kumaty” widz zrozumiał, jaki charakter miały tamte „odwiedziny” pokazuje archiwalne zdjęcie z przełamania polskiej granicy przez oddziały Wehrmachtu. W tle bardzo wymowne w tym momencie „Keine Grenzen” zespołu Ich Troje.


Dalej jest już tylko gorzej – po powieleniu stereotypu Polaka-pijaka, Majewski dorzuca kolejny – Polaka-złodzieja, który kradnie niemieckie auta. Dlatego jednym z trzech zwrotów, który przyda się Niemcowi podczas odwiedzania Polski jest fraza „Przepraszam, to moje Audi”. Jako, że Polska to bardzo tolerancyjny kraj, również dla Niemców, niezbędne jest opanowanie w języku polskim zdania „Nie jestem Niemcem, jestem Austriakiem”.


I właściwie, większość żartów Majewskiego można by wybaczyć, spojrzeć na z przymrużonym okiem (w końcu, to z czego się śmiejemy świadczy o nas samych), gdyby nie fakt, że z symbolicznego wydarzenia historycznego, które przyniosło śmierć milionom Polaków, naczelny showman TVN zrobił sobie komedię. I to komedię niskich lotów. To nie jest kwestia nieumiejętności śmiania się z samych siebie. Bo trzeba być naprawdę  nie wiem kim, żeby robić sobie żarty z dramatu, w którym życie straciło miliony ludzi. Z pewnością, po takiej „promocji” Polski, Polacy, dla których miejsc na stadionach raczej zabraknie, a ich portfele zeszczupleją średnio o 12 tys. zł, jakie przeciętny obywatel naszego pięknego kraju dopłaci do Euro 2012, poczują się lepiej popijając browar przed telewizorem.


Marta Brzezińska