Gdy Polacy nie mają o tym znalezisku pojęcia, to Niemcy świętują 15. rocznicę odnalezienia lotniskowca „Graf Zeppelin” przez… Polaków!

 W grudniu 1938 roku zwodowany został pierwszy i jedyny lotniskowiec III Rzeszy nazwany imieniem słynnego konstruktora sterowców – „Graf Zeppelin”. Anglia i Francja nie miały nic przeciwko budowie tego kolosa, który miał 262 metry długości i prawie 40 szerokości. Wydawało się, że okręt spełni ważną rolę w wojennych planach Hitlera, a tymczasem próbne rejsy nie napawały optymizmem i temat własnego lotniskowca stał się zakazany dla propagandy sterowanej przez Josepha Goebbelsa.

Ostatecznie w 1943 roku zrezygnowano z dokończenia tej ogromnie kosztownej inwestycji, choć prace zaawansowane były w ponad 90 procentach. Z pewnością na decyzji zaważyły poważne problemy z wielkimi, choć nieco mniejszymi od lotniskowca, pancernikami „Bismarck” i „Tirpitz”.

Po wojnie okręt stojący w porcie w Szczecinie stał się zdobyczą wojenną ZSRR. Mógł być dla Stalina ciekawym kąskiem, gdyż czerwone imperium nie posiadało własnych lotniskowców. Tymczasem na wiele lat dalsze losy lotniskowca „Graf Zeppelin” obrosły różnymi domysłami i stały się dla Niemców wielką zagadką.

Dopiero w lipcu 2006 roku pracownicy polskiej firmy Lotos Petrobaltic odkryli na dnie Bałtyku, na głębokości 87 metrów wrak wielkiego okrętu. Już po 2 tygodniach oficjalnie ogłoszono, że odnaleziony kolos to zaginiony lotniskowiec „Graf Zeppelin”.

 Przypominając odkrycie Polaków niemieckie media uświadomiły, jak duże w Niemczech jest zainteresowanie historią III Rzeszy. A tymczasem w Polsce nikt nie potrafi wykorzystać tego znaleziska marketingowo i zarobić na nim choćby poprzez realizację filmu dokumentalnego. Niechaj ludzie wiedzą, że Hitlerowi nieobce były urojone pomysły!

P.J.Z.