Najmocniej przeciwko kandydaturze Steinbach do radu fundacji protestuje nowy szef dyplomacji Guido Westerwelle. Podkreśla przy tym, że dla niego ważniejsze są dobre stosunki z Polską, za co został w Niemczech bardzo ostro skrytykowany przez prawicową prasę. Prawdziwą medialną burzę wywołały jednak ostanie informacje o propozycji jaką miała otrzymać po minionych wyborach.
Zdaniem komentatorów miało ją to odwieść od chęci zasiadania w radzie fundacji, która zbuduje w Berlinie centrum dokumentacyjno-historyczne upamiętniające niemieckich "wypędzonych". Tygodnik "Der Spiegel" podgrzewa atmosferę informując, że posada, której propozycję otrzymała Steinbach wiąże się z pensją w wysokości 9 tys. euro miesięcznie oraz limuzyną razem z kierowcą.
W niedzielę w Steinbach zdementowała doniesienia, że rezygnacją z zasiadania w radzie w zamian za korzyści finansowe dla Związku Wypędzonych oraz rządową posadę dla siebie. - Nie damy się kupić. Tu nie chodzi o pieniądze, lecz o sprawę - ucięła. Agencje informacyjne podają, że że szefowa Związku Wypędzonych zabiega o rozmowę z ministrem spraw zagranicznych Guido Westerwellem. Szef dyplomacji nie odnosi się na razie do tego pomysłów.
Stojąca na czele Związku Wypędzonych otrzymała też wsparcie z najmniej spodziewanej strony. Steinbach poparł szef Powiernictwa Pruskiego, Rudi Pawelka. Oboje nie kryli dotąd, że raczej nie przepadają za sobą. Oprócz poparcia Steibach, szef Powiernictwa Pruskiego skrytykował też Westerwellego. - Wykorzystuje wypędzonych do celów politycznych – zarzucił mu.
Steinbach popierają politycy CSU. Nazywają ją idealną kandydatką. Związkowi Wypędzonych przysługują trzy miejsca w 13-osobowej radzie Fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie". Jak dotąd obsadzono tylko dwa. Na znak poparcia dla Steinbach zrezygnowano na razie z trzeciego.
mm/Nasz Dziennik/Wyborcza.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

