Po chwilowym zwrocie w Niemczech, obecnie w polityce wschodniej tego kraju zdają się powracać przedwojenne nastroje. Były kanclerz Gerhard Schroder przekonywał w rozmowie z „New York Times”, że „nie można na dłuższą metę izolować kraju takiego jak Rosja, ani politycznie, ani ekonomicznie”. Głos zabrał też dyrektor generalny Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej Martin Wansleben, w ocenie którego bojkot energetyczny Rosji… „nie ma uzasadnienia”.
Niemcy wciąż pozostają głównym hamulcowym wprowadzenia embarga na rosyjskie surowce energetyczne i wszystko wskazuje na to, że to się już nie zmieni. Szef Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej przekonuje, że embargo na rosyjski gaz miałoby katastrofalne konsekwencje dla wielu gałęzi niemieckiego przemysłu.
- „To także kwestia wymiaru moralnego, aby zachować zdolność do działania”
- dodał Wansleben.
O moralności robienia interesów z bombardującym ukraińskie domy, szpitale i przytułki Kremlem już nie wspomniał.
Jak na postawę Niemiec powinny zareagować pozostałe państwa Zachodu? Wątpliwości nie ma brytyjski ekonomista Matthew Lynn, który na łamach „Daily Telegraph” postulował nałożenie sankcji na Niemcy. Publicysta zauważył, że będące jednym z najbogatszych państw świata Niemcy stać na rezygnację z rosyjskich surowców, a zwłoka w tym zakresie wynika jedynie z kalkulacji Berlina.
- „Fakty są takie, że niemiecki rząd i niemieckie elity przemysłowe zdecydowały, że nie warto płacić tej ceny”
- stwierdził Brytyjczyk.
Lynn postuluje też bojkot konsumencki zauważając, że każdy, kto kupuje niemiecki produkt, płaci też za rosyjski gaz, a więc i za rakiety spadające na ukraińskie miasta.
kak/PAP, tvp.info.pl
