W 2009 roku firma produkująca okna odmówiła Gabrieli S. zatrudnienia jako księgowej. Szef przedsiębiorstwa zanotował w jej życiorysie skrót „NRD” i słowo „Ossi”, którym w negatywny sposób określa się w Niemczech mieszkańców byłych wschodnich Niemiec. Kobieta zauważyła to i oskarżyła firmę o dyskryminację na tle rasowym.
Jej adwokat twierdzi, że w Niemczech wschodnich wykształciły się specyficzne wyrażenia i zwyczaje, które są obce w byłej RFN. To może wystarczyć, by uznać mieszkańców byłej NRD za oddzielną rasę. - Pojęcie „pochodzenie etniczne” nie jest dokładnie zdefiniowane ani w pierwotnej dyrektywie europejskiej, ani w wynikającym z niej prawie niemieckim – twierdzi prawnik i eksprt od prawa antydyskryminacyjnego, Heiko Habbe.
Jeśli Gabrieli S. uda się wygrać sprawę i przy okazji udowodnić, że „Ossis” stanowią oddzielą rasę od reszty mieszkańców Niemiec, będzie to kolejny dowód na to, że zjednoczenie Niemiec nie doprowadziło do rzeczywistego zjednoczenia społeczeństwa. Do dziś mieszkańcy byłego RFN widzą w enerdowcach zacofanych prowincjuszy, którzy z kolei traktują „Wessich” jako wynoszących się nad innych arogantów.
sks/Die Presse
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

