Mocnym dowodem na to, że niestety, żeby być zwolennikiem aborcji trzeba wykastrować sobie mózg jest tekst Anny Muchy blogerki portalu naTemat.pl pt. „Siedem grzechów prolajferów”. Jego autorka każdym niemal zdaniem pokazuje całkowitą niezdolność do racjonalnego myślenia. I widać to w każdym z siedmiu rzekomych grzechów obrońców życia.

Pierwszym przewinieniem ma być to, że obrońcy życia „mylą poparcie prawa do aborcji z uwielbieniem dla samej aborcji. Grają na uczuciach. Świadomie wprowadzają w błąd, na zasadzie: kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Wmawiają społeczeństwu, że jeśli nie jesteś pro-life, to na pewno popierasz aborcję jako środek antykoncepcyjny. Pro-life ma być rzekomo jedyną słuszną opcją wyboru dla wrażliwej jednostki” - oznajmia Mucha.

I już to jedno krótkie zdanie pokazuje, że z używaniem rozumu jest u niej krucho. Otóż jeśli ktoś uznaje, że kobieta ma prawo zabić swoje dziecko, to niezależnie od tego, czy robi to z entuzjazmem czy bez niego, to jest przeciwko życiu i opowiada się za zabijaniem. Z perspektywy zabijanego nie ma różnicy, czy jego zabójca (albo ktoś, kto opowiada się za tym, żeby móc je zabić) robi to z gigantycznym entuzjazmem, czy z obojętnością, istotne jest to, że robi. Trudno też nie dostrzec, że akurat ta sprawa jest zero jedynkowa. Jest się albo za prawem dziecka do życia albo przeciw niemu. Innej drogi nie ma. I nie trzeba się zgadzać z obrońcami życia, by to dostrzec. Nie trzeba być też zdecydowanym przeciwnikiem aborcji, żeby zauważyć, że zabijanie niewinnych i bezbronnych jest złem, a zatem wrażliwe osoby muszą być przeciwko niemu.

Drugim argumentem przeciwko obrońcom życia ma być to, że „stawiają aborcję na równi z morderstwem, a aborcjonistki na równi z morderczyniami. Piętnują aborcjonistki. Doskonale wiedzą, że nie ma żadnego kontrargumentu dla morderstwa. Morderstwo jest obiektywnie złe i niedopuszczalne. Prosty zabieg zrobienia z zarodka człowieka ma czynić z aborcji morderstwo. W ten sposób wszystkim, którzy są przeciwko pro-liferom wytrąca się z ręki ostatnie argumenty. Warto jednak zauważyć, że zlepek komórek, blastocysta, zarodek – nie jest jeszcze człowiekiem. Naukowcy są raczej zgodni co do faktu, że przez pierwszych 6 miesięcy płód nie odczuwa bólu” - oznajmia Mucha.

I znowu, jak poprzednio argumenty te są tak głupiutkie, że aż trudno z nimi polemizować. Otóż to nie prolajferzy czynią z zarodka człowieka, tylko on jest człowiekiem. Nie wiem, czy pani Mucha miała zajęcia z biologii, ale gdyby miała, to wiedziałaby, że od momentu poczęcia zarodek należy do gatunku ludzkiego. Nie jest zlepiek komórek, chyba, że za zlepek komórek uznać także panią Muchę, ale jest istotą gatunku ludzkiego na rozmaitych stadiach rozwoju. Jego zabicie jest więc zabiciem człowieka, a nie zlepka komórek czy blastocysty. Aborcji zresztą dokonuje się, o czym ktoś, kto próbuje się na jej temat wypowiadać powinien wiedzieć, nie na etapie blastocysty, ale zdecydowanie później. I wystarczy zajrzeć do jakiegokolwiek podręcznika biologii, by zapoznać się z tym, jak wygląda dziecko na tym etapie rozwoju. Zabawne jest też przekonywanie, że argumentem za prawem do zabicia zarodka ma być... - tak, tak – to, że nie odczuwa on bólu. Idąc dalej tym tropem można uznać, że jeśli odpowiednio znieczulimy panią Muchę, to i ją – jako zlepek komórek – można swobodnie zlikwidować.

Trzeci argument może zaś zaprowadzić panią Muchę przed sąd. A powodem jest zniesławienie, jakiego dopuściła się na przeciwnikach aborcji. „Aborcja służy im do usprawiedliwiania przestępstw, których dokonują, takich jak pedofilia” - oznajmia Mucha. A ja mam proste pytanie, jak zamierza ta paniusia udowodnić, że prolajferzy dokonują pedofilii. Ja jako obrońca życia czuję się tym osobiście dotknięty. I podobnie mam wrażenie wielu z obrońców życia, którzy mocno i zdecydowanie sprzeciwiają się molestowaniu seksualnemu dzieci. Jeśli jednak pani Mucha ma jakieś dowody na poparcie swojej tezy, to chętnie spotkam się z nią w sądzie, gdzie będzie mogła dowieść, że jako obrońca życia dopuszczam się pedofilii. Resztę tego argumentu z litości dla pani Muchy pozostawię na boku.

Dowiedziałem się także, że prolajferzy uderzają głównie w „biedne kobiety, które nie mają pieniędzy na dokonanie aborcji. Kopią więc leżące: często biedne kobiety z marginesu społecznego” - oznajmiła. A w kolejnym zdaniu skompromitowała się do reszty. „Te środowiska często piętnują także samotne matki, więc można powiedzieć, że kopią dołki same pod sobą. Skazują swoje córki, siostry i przyjaciółki na to, aby czuły się gorsze, niezależnie od tego, czy usuną ciążę, czy nie” - oznajmia, zapominając, że to właśnie te środowiska proponują samotnym matkom domy opieki, pomagają im finansowo i często ratują ich życie. Zdecydowana większość ośrodków pomocy kobietom działa dzięki Kościołowi, a nie dzięki feministkom, które mają do zaoferowania kobietom jedynie zabijanie ich własnych dzieci. Za darmo oczywiście, a dokładnie za moje i Twoje czytelniku pieniądze, bo tyle oznacza za darmo.

Śmiesznie brzmi argument, że prolajferzy „łączą swój ruch z religią zamiast łączyć go z nauką”. Genetyka, która uczy nas kim jest płód nie jest częścią teologii katolickiej, a USG, dzięki któremu możemy dostrzec kogo zabijamy, nie jest standardowym wyposażeniem seminarium duchownego. Prawda o człowieku, o jego pochodzeniu nie jest więc „bajka”, a zabicie dziecka nie jest pomocą medyczną.

I na koniec zwieńczenie. Otóż pani Mucha próbuje przekonywac, że prolajferzy „w całej dyskusji zapominają o mężczyznach, którzy w pro-liferowym zamieszaniu odgrywają rolę pierwszorzędną. Słuchając wywodów pro-liferów może się wydawać, że to kobieta jest sama sobie winna zajścia w niechcianą ciążę. (...) Mężczyzna umywa ręce od całej sprawy, ale to właśnie mężczyzna stoi za tą całą pro-liferową szopką. Panowie w sukienkach bardzo sprytnie obarczają winą za wszystko kobiety, kiedy powszechnie wiadomo, że większość z nich uprawia seks (gdyż celibat to nie abstynencja seksualna, ale zakaz posiadania żony)” - oznajmia. Z tezami na temat uprawiania seksu przez celibatariuszy nawet nie chce mi się polemizować. Ale warto odnieść się do uwag na temat mężczyzn. Otóż, i ja i wielu innych prolajferów, wielokrotnie mówiliśmy o odpowiedzialność mężczyzn za dziecko, o tym, że facet, który daje kobiecie pieniądze na zabieg, albo zostawia ją samą w ciąży, w istocie nie jest mężczyzną, ale niedojrzałym szczylem. A jeśli ktoś budował wrażenie, że ciąża jest wyłącznie sprawą kobiet, to właśnie feministki, które od dawna przekonują, że „ich brzuch, to ich sprawa”.

Wiem, że ten tekst nie był godzien polemiki, ale trzeba ją było przeprowadzić, żeby pokazać, jak myślą zwolennicy zabijania dzieci nienarodzonych. I jak bardzo muszą naginać rzeczywistość, by sami przed sobą usprawiedliwić to, czego usprawiedliwić się nie da.

Tomasz P. Terlikowski