"Bo nie ma fajnej prawicowej muzyki", "Nie ma fajnych prawicowych filmów"... Podobne odzywki można usłyszeć, gdy raz po raz jakiś filmowy sztukmistrz przemyci za pomocą wynalazku braci Lumière trochę lewicowej agitki. Pytanie tylko, czy oprócz durnego systemu finansowania kinematografii wyniesionego rodem z poprzedniej epoki, winna nie jest sama prawica? Oczywiście w tworzeniu kultury "po naszemu" odwiecznym problemem pozostają pieniądze, ale nie jest to jedyny powód tego, że jest jak jest... 

 

Niemal wszystkie środowiska szeroko rozumianej prawicy sprawy kultury traktują jako marginalne, pewien elegancki dodatek do głównej działalności. "Pewnie są ludzie dla których poezja to jakieś egzaltacje pensjonarek i pisanie o pierwszej miłości, w dodatku pisane rymami częstochowskimi" - skomentował pobłażliwe opinie o fantastyce Rafał A. Ziemkiewicz. Jego słowa jak ulał pasują również do spojrzenia przedstawicieli Prawicy na sprawy sztuk wszelakich.

 

I tak, wielu prawicowych czytelników nie chce dobrego filmu, dobrej muzyki, dobrej książki, ale  filmu prawicowego, prawicowej muzyki. Każde odchylenie jest karane wystukanym na klawiaturze kąśliwym epitetem, bluzgiem, kpiną. Podobnie było w przypadku książki Szczepana Twardocha "Morfina". "Jestem po lekturze "Morfiny" i myśle sobie, ze ani Twardoch ani tym bardziej jego bohater to nie są jednak wymarzeni bohaterowie Frondy. Więc albo ktoś cos pomylił, albo liberalizacja redakcji postępuje w zawrotnym i niezrozumiałym dla Bywalców tempie".; "Dlaczego Fronda promuje gościa, który trzyma z RAŚ? Tak na marginesie, to właśnie sojusz z RAŚ jest powodem, dla którego jest tolerowany w "Polityce" i innych szmatach. Po prostu każdy wróg polskości ( w tym przypadku polskości Śląska) jest tam na wagę złota. Dlatego te same środowiska wspierają choćby współczesny OUN i UPA, choć ideologia tych środowisk to całkowite przeciwieństwo tego, co promuje lewactwo. Ważny jest jednak wspólny wróg-Polak" - to tylko niektóre z komentarzy.

 

Pytanie, czy idąc do księgarni szukam dobrej książki czy książki autora z którego poglądami zgadzam się w stu procentach? Może takie kurczowe trzymanie się doktryny sprawia, że przeciętny prawicowiec z nieufnością przygląda się artystycznym poszukiwaniom i nie chciałby ich na własnym, ciasnym, bezpiecznym poletku. I tak, zamiast pisarzy z krwi i kości, oczekuje się publicystów piszących powieści, którzy z prozy robią kolejną tubę propagandową do wygłaszania własnych poglądów. A takich  ci u nas dostatek.

 

Podobnie z kinematografią. Niedawno pozwoliłem sobie - zresztą mało oryginalnie - określić "Psy" Pasikowskiego mianem kultowych. Efekt? " Kultowość " "psów" wyjaśniał ostatnio główny bohater na łamach czasopism (gdy prosił o niewciąganie go do obozu prawicy) słowami: "bo to było kino moralnego niepokoju w obliczu okupacji c z a r n y c h ". no comment; "Dzień świra" - perełką???? "Psy" kultowe????? Kolejne durne film zagrany przez pieszczochów salonu, które bez wulagryzmów i nihilizmu nie mógłyby istnieć. Dzięki za taką kultowość i perełki; itd. Pomijając już całe walory artystyczne głośnego filmu Pasikowskiego, naszym czytelnikom umknęło, że to właśnie ten film jako pierwszy ukazał złudzenie dekomunizacji, palenie akt, korupcję elit i przenikanie dawnych esbeków do świata przestępczego. Ale co tam, Pasikowski przecież nie nasz, no i jeszcze na dokładkę "Pokłosie" nakręcił. Co z tego, że 20 lat później...

 

Czytając podobne opinie, zastanawiam się czym taki zacietrzewiony "nasz człowiek" różni się od zwykłego leminga? W końcu i jeden i drugi nie decyduje się na własną interpretację i samodzielne myślenie, ale wchodze w wąsko wytyczony tor przez liderów stada. Byle tylko nie oglądać się za siebie.

 

Aleksander Majewski