Niezawodna w takich sytuacjach „Gazeta Wyborcza” znalazła jakiegoś posła PO, który użala się, że został zaatakowany przez obrońców życia. „Jan Musiał, poseł PO z 18-tysięcznego Brzeska (Małopolska), w niedzielę zobaczył swoje zdjęcie w swoim mieście w pobliżu kościoła. Jego twarz zestawiona była z fotografią zakrwawionego płodu. Do tego napis: "Kompromis aborcyjny dopuszcza zabijanie chorych dzieci". - To chwyt poniżej pasa! Wielu moich znajomych szło na mszę z dziećmi i zrywało te plakaty. Ktoś mnie spytał, czy to forma mojej kampanii - żali się poseł. Zapewnia, że jako członek konserwatywnego skrzydła PO jest przeciw aborcji, ale też przeciw całkowitemu zakazowi aborcji. Bo „nie chce karania kobiet, które nie są w stanie zdobyć się na heroizm rodzenia upośledzonych dzieci”.

 

Aż żal, że „GW” nie udało się znaleźć kogoś choć o łut inteligentniejszego. Z kimś kto zapewnia, że jest przeciw aborcji, ale jednocześnie jest za nią, trudno polemizować na poważnie. Albo bowiem pan poseł jest przeciw i wówczas uznaje, że nie wolno rozrywać na części nawet dzieci upośledzonych, albo jest za aborcją, i wówczas takie rozrywanie dzieci w 23 tygodniu ciąży (do tego momentu możliwe jest w Polsce zabijanie upośledzonych) uznaje za niedopuszczalne. I pan poseł Musiał decyzję podjął. Teraz więc niech nie opowiada głupstw.

 

I jeszcze jedno. Pan poseł zamiast żalić się „GW” powinien uważnie przyjrzeć się tym plakatom. Obok jego zdjęcia znajduje się na nich bowiem naocznie pokazana „cena kompromisu”. Rozerwane dzieci (dokładnie takie same jak na zdjęciu) to będzie bowiem skutek głosowania posła Musiała... A na przyszłość doradzam posłowi, by zwyczajnie zagłosował za życiem. Zwyczajnie i po prostu. Wtedy jego zdjęcie nie będzie widniało obok fotki zamordowanego dziecka. I podobną radę mam dla pozostałych (z wyjątkiem dziesiątki sprawiedliwych) polityków PO, także dla Jarosława Gowina.

 

Tomasz P. Terlikowski