Ojciec Dostatni jest manifestacją wyraźnie zaniepokojony, ale moją uwagę skupiła jego argumentacja dotycząca troski o młodzież. „Formacja katolicko-narodowa określająca na nowo polityczne zaangażowanie Kościoła jest zupełnie niezdolna do przekazania ewangelicznych motywów wiary następnemu pokoleniu" - pisze o. Dostatni - "A mówiąc jeszcze mocniej, wypycha ona z Kościoła jako wspólnoty Ludu Bożego wielu ludzi młodych, którzy mówią wprost - z takim obliczem Kościoła nie chcemy mieć nic wspólnego. Obliczem agresywnym, a nie miłosiernym, wyklinającym, a nie przebaczającym, walczącym, a nie prowadzącym dialog.
Im szybciej ludzie Kościoła, biskupi i kapłani dostrzegą ślepą uliczkę w tym sposobie patrzenia, tym lepiej. Bo skutki destrukcyjne dla przekazu wiary są już gołym okiem widoczne. Młodzież odchodzi od Kościoła, i to nie tylko i nie przede wszystkim z powodu zmian obyczajowych, ale też z powodu tego, że tej ewangelicznej, duchowej twarzy Kościoła nie potrafimy ukazać” - uważa dominikanin.
Młodzież katolicko-narodowa, którą tak osłania swój niepokój o. Dostatni z reguły albo wybiera świadomie życie w Kościele katolickim w jego wspólnocie, czy wspólnotach i robi to z potrzeby serca, albo chodzi do niego z przyzwyczajenia, tradycyjnie. Dominikanin demonizuje prawicowe środowiska, jako te wyklinające, nie przebaczające o agresywnym obliczu, bez dialogu. Żyjące niemal w oparach piekielnej siarki. Czemu mnie to nie przekonuje?
Tak się składa, że mam trochę młodych znajomych aktywnie działających w tych kręgach i wiara niektórych z nich i zaangażowanie było dla mnie wielokrotnie ważnym świadectwem. Ich aktywność patriotyczna wynika z odpowiedzialności za Polskę. W Kościele znajdują duchowy pokarm. Są jego sprzymierzeńcem. Mówią wprost to co myślą, jak chcą to protestują, chodzą w marszach bo kochają Polskę i chcą żyć w niej wolni. Wypluwają knebel politycznej poprawności. I to jest ich atut, że nie dają się nabrać na bełkot mediów głównego nurtu.
Niech się tak ojciec nie boi. Niech ojciec przyjdzie na manifestację i porozmawia z nimi. Spojrzy im w oczy i zapyta, o spustoszenie jakie wywołuje w ich sercach „Marsz w obronie TV Trwam”, w którym właśnie idą. Czy jest to niebezpieczne podpalanie Polski? Jaki wpływ mają na nich politycy PiS i poseł Jaworski? Czy jest to mieszanie Kościoła z polityką? Czym jest dla nich nauczanie o Solidarności Jana Pawła II i ewangeliczna godność człowieka, których zagrożenie ojciec dostrzega? Mogę księdzu towarzyszyć. Zapraszam.
Jarosław Wróblewski

