Zamieszczony dziś rano na telegramie artykuł byłego prezydenta Rosji a zarazem będącego jednym z najbliższych i najbardziej zaufanych politycznych współpracowników Władimira Putina – Dmitrija Miedwiediewa to niebywały popis nienawiści do Polski i Polaków, ale zarazem tekst niezmiernie ważny, ukazujący bowiem stan i poziom refleksji dotyczący wzajemnych relacji pomiędzy naszymi krajami obowiązującej w najbliższym kręgu rosyjskiego krwawego dyktatora.

Trudno doszukać się w ostatnich latach drugiego podobnego, tak ważnego momentu, gdy któryś z najbardziej prominentnych rosyjskich polityków tak otwarcie, brutalnie a zarazem wulgarnie zaprezentowałby poglądy samego Władimira Putina na tematykę polską. Jest to lektura niewątpliwie odstręczająca, ale trzeba przez nią przejść, by mieć świadomość w obliczu czego stoimy.

Dmitrij Miedwiediew już od pierwszych zdań swego tekstu zatytułowanego „O Polsce” nie ukrywa swej pogardy dla polskich elit politycznych. Niedawną wyprawę premiera Mateusza Morawieckiego i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego do bombardowanego przez Putina Kijowa, szef partyjnego zaplecza rosyjskiego dyktatora porównuje do podróży Lenina „w pancernym samochodzie i z niemieckimi pieniędzmi”.

Samą Polskę szef partyjnej przybudówki dla putinowskiej dyktatury ironicznie nazywa „naszym ukochanym europejskim krajem”, który w przypadku sankcji na Rosję, pragnie „jak zawsze wyprzedzić rozpędzony europejski parowóz”. A zapowiadaną przez szefa polskiego rządu derusyfikację polskiej i europejskiej gospodarki Miedwiediew komentuje słowami: „Wszystko, co Polska mogła stracić z powodu swej długotrwałej, patologicznej rusofobii, zostało już stracone”.

W dalszej części tekstu były prezydent Rosji z czasów tragedii smoleńskiej sugeruje niezdrową polską obsesję na tle Rosji. Polska, jego zdaniem, w tym zakresie „wręcz wije się z bólów fantomowych”, a polskim elitom trudno pogodzić się z faktem, że polscy „okupanci” zostali wygnani z Kremla już 400 lat temu. Dmitrij Miedwiediem stara się również przekonywać, że polska narracja geopolityczna nasączona jest „najbardziej zajadłym, wulgarnym i przenikliwym krytycyzmem wobec Rosji”, co z kolei każe mu wysnuć z tego wniosek, że Polska jest po prostu „wspólnotą imbecylów politycznych”.

Następnie Miedwiediew postanawia nieco rozładować napiętą sytuację żartem, iż w odniesieniu do wzajemnych relacji polsko-rosyjskich w jego ojczyźnie - Rosji „nie ma zwyczaju ukrywania nawet najciemniejszych kart naszej wspólnej historii”. Ponadto, jak zaufany Putina stara się przekonać, głównie samego siebie - „w Rosji nie ma i nigdy nie było nastrojów antypolskich” a rosyjscy obywatele są dość przyjaźnie nastawieni do Polaków.

Miedwiediew wspomina też o „wybuchu współczucia” w społeczeństwie rosyjskim po katastrofie smoleńskiej, wspomina o dniu żałoby w Rosji z tego powodu, nie wspomina jednak niestety o tym, że do dziś, po 12 latach Rosja nie zdążyła oddać wymytego i zniszczonego uprzednio przez siebie, będącego polską własnością a zarazem głównym dowodem w badaniu przyczyn tragedii wraku prezydenckiego samolotu oraz że ośmieszyła się wynikami własnego „śledztwa” smoleńskiego.

O polskich elitach politycznych nadmienia jeszcze Miedwiediew, że są one ściśle „kontrolowane przez amerykańskich panów” a „kierowane przez PiS drugiego Kaczyńskiego”. Insynuuje też, że interesy Polaków zostały poświęcone na rzecz „rusofobii tych miernych polityków z wyraźnymi oznakami starczego szaleństwa”.

Dla „wasalnych polskich elit” celem nadrzędnym ma być bowiem „przysięganie wierności swemu amerykańskiemu zwierzchnikowi” i w tym celu nie bacząc na szkody, jakie polskiej gospodarce może wyrządzić rezygnacja z rosyjskiej ropy czy gazu, polskie władze będą – zdaniem Miedwiediewa – „stale podtrzymywać ogień nienawiści” do Rosji. Oczywiście na przekór ogniowi szczerej i głębokiej miłości do Polski, który od lat podsycają swymi szlachetnymi piersiami Miedwiediew i Putin.

 

ren/t.me