I dlatego taką radością napełnia zbiorek Wenclowych felietonów, które ostatnio wydało wydawnictwo Arcana. „Niebo w gębie”, bo taki tytuł nadał autor swojemu wyborowi przynosi teksty z „Ozonu” i „Gościa Niedzielnego”, od roku 2005 do 2010. Niestety nie wszystkie, ale i ten wybór pozwala do syta napełnić się poczuciem humoru, nostalgią, zdrowym rozsądkiem, ale i świadomością ludzkich słabości, jaka właściwa jest Wenclowi.

Można też – z ukontentowaniem – śledzić meandry uczuciowych, rozumowych, ale i życiowych zwrotów autora. Dowiedzieć się, że zdarzało mu się łamać ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, a także wprowadzać dzieci w błąd twierdząc, że św. Mikołaj nie istnieje. Czytelnik znajdzie w tomiku również ślady sporów literackich Wencla.

Jednak tym, co najistotniejsze jest w tej książce miłość do własnej małej ojczyzny, dzieci, żony (to przebija bardzo często). Nie brak w niej również miłości do Boga, ale nie jest to już prosta, spokojna wiara dwudziestolatka, ale trudniejsza, poorana zmarszczkami zmartwień i upadków wiara niemal czterdziestolatka. Słowem „Niebo w gębie” to zbiór felietonów o miłości. I choćby dlatego warto go przeczytać.

Tomasz P. Terlikowski

W. Wencel, Niebo w gębie, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2010, ss. 210

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »