Premier Cameron zaproponował dziś renegocjację traktatu europejskiego i rezygnację z formuły „coraz ściślejszej unii”. Funkcjonuje ona od roku 1957. Czy to realna propozycja, czy tylko wewnętrzne rozgrywki Brytyjczyków?

Na pewno jest tak, że sprawa relacji wewnątrzunijnych jest bardziej gorąca w Wielkiej Brytanii, niż w innych krajach. Nie oznacza to jednak, że ten temat jest nieobecny w innych krajach. We wszystkich krajach – w szczególności w strefie euro politycy dziś zadają sobie pytanie jakie kompetencje powinni przenosić do Brukseli w zakresie polityki społecznej, podatkowej czy budżetowej. A mają te decyzje przed sobą. Cameron reprezentuje stanowisko dużo bardziej realistyczne pokazując, jaki kierunkowskaz dla każdej polityki. Zasada ogólna „coraz ściślejszej” współpracy, która jest zawarta w traktacie, po prostu się nie sprawdza. Czasami potrzebna jest bliska współpraca, a czasami nie tak bliska. Czasami potrzebna jest konkurencja i swoboda manewru państw członkowskich, a czasami warto zrobić coś bliżej.

Czyli propozycja Camerona wygląda na politycznie sensowną?

Nie jest sensowne traktowanie zasady „coraz ściślejszej unii” jako rozwiązania każdej bolączki i każdej choroby Unii Europejskiej. Propozycja Camerona jest propozycją bardzo ogólną, ale jej najistotniejsza myśl idzie w dobrym kierunku i jest podstawą takiego projektu Unii, który byłby dużo bardziej pragmatyczny, w którym państwa mogłyby dużo spokojniej wybierać rzeczy, które chcą robić razem i rezygnować z rzeczy, których się po prostu razem zrobić nie da. A są takie rzeczy, których się po prostu nie da zrobić razem i przykładanie tego wektora, że wszystko ma być wspólnie, czasami przynosi tylko napięcia, czego przejawem jest strefa euro.

W to wchodzą także kwestie obyczajowe?

A to bez wątpienia. Nie mam ochoty tłumaczyć Holendrom dlaczego ich prawo eutanazyjne jest bezsensowne – chociaż tak uważam. Ale też nie chciałbym sam słuchać dobrych rad z jakiegokolwiek państwa unijnego na temat naszego prawa rodzinnego, czy prawa do aborcji, czy prawa do eutanazji. To jest marnowanie czasu, budzenie dodatkowych napięć wewnętrznych. To jest jeden z powodów, dla których ludzie patrzą coraz bardziej podejrzliwie na Unię. Na pewno tak się dzieje w Polsce. Byłoby lepiej współpracować na pragmatycznych zasadach, a nie ideologicznym dyktacie, że wszystko ma być „ever closer”.

Czy zatem jest to powrót do Unii bardziej bazowej, gospodarczej – takiej jak na początku?

Może trochę szerzej niż gospodarczej, ale opartej na przekonaniu, że coś naprawdę warto zrobić, a nie w imię ideologicznego dyktatu i zmuszaniu wszystkich do robienia wszystkiego razem. To tylko budzi napięcia. Paradoks polega na tym, że projekt coraz ściślejszej Unii prowadzi głównie do tego, że Unia może się rozpaść.

Czyli propozycja Camerona jest też propozycją dla Polski?

Nasze dziesięć lat w Unii pokazuje, że nie wszystkie unijne pomysły są dla nas tak zupełnie dobre, korzystne i oczywiste. Wydaje mi się, że powinniśmy podjąć dyskusję na ten temat jakiej Unii chcemy.

Rozmawiał Tomasz Rowiński