Raport MAK jest bez wątpienia nierzetelny bowiem zupełnie przemilcza winę kontrolerów lotu w Smoleńsku, która w sporym stopniu doprowadziła do rozbicia się Tupolewa. Przemilczenie przez Rosjan niektórych komend pilotów, zatajenie, że kpt. Protasiuk próbował odejść na drugi krąg czy wytłuszczenie śladowej ilości alkoholu we krwi generała Błasika jest skandaliczne i miało na celu skompromitowanie Polski na arenie międzynarodowej. Nie zmienia to jednak faktu, że bałagan w 36 pułku lotnictwa, fatalny stan polskiej armii i tragicznie przygotowana wizyta 10 kwietnia miały również  znaczący wpływ na katastrofę smoleńską. I właśnie te zaniedbania powinna wykorzystać opozycja by uświadomić społeczeństwu jak fatalne w skutkach są rządy PO.  Rację ma więc Rafał Ziemkiewicz, który zwraca uwagę w „Rzeczpospolitej”, że PiS powinien wykorzystać fakt, że wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego była fatalnie przygotowana 10 kwietnia, gdy nie było na lotnisku sytemu ILS, który znajdował się tam prawdopodobnie  3 dni wcześniej. „Co ważne dla naszego przykładu, taka wersja wydarzeń pasuje doskonale do "narracji" budowanej przez PiS. Główną przyczyną tragedii bowiem okazuje się w takim wypadku, jak to właśnie prezes PiS sugerował od wielu miesięcy, podjęcie przez Donalda Tuska wspólnej z premierem Władimirem Putinem gry na zmarginalizowanie śp. prezydenta i odarcie ze znaczenia rocznicowej uroczystości, której patronował.  […'/> Na zdrowy rozum działacze PiS powinni więc jednym chórem krzyknąć: "a nie mówiliśmy?!". Tymczasem reakcja na odczytane zapisy była zupełnie inna: "to wskazuje, że mieliśmy do czynienia z zamachem". I właśnie słowo "zamach" przez cały dzień królowało na kolorowych paskach w połączeniu z PiS oraz nazwiskami Antoniego Macierewicza i Marcina Dubienieckiego.”

Trudno się nie zgodzić z tezą publicysty. PiS znów zaniechał, przynajmniej Pijarowskiego, znokdaunowania premiera. Zamiast trzasnąć prawym prostym w oszołomionego rosyjskim stanowiskiem Tuska, dostaliśmy niefortunne słowa Antoniego Macierewicza o największym w historii Polski zaprzedaniu naszego kraju ( teza ta jest absurdem w świetle 50 lat komunizmu czy zaborów) i sączeniu niczym niepodpartej tezy o zamachu. Większość pilotów jest zgodna, że załoga Tupolewa  popełniła błędy, które miały tragiczny finał.  Twierdzi tak również, mianowany na swoje stanowisko podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości, płk. Edmund Klich. I te fakty są dziś druzgocące tak naprawdę dla rządu PO.

Przedwczoraj minęła 3 rocznica katastrofy wojskowej CASY w Mirosławcu. Był to znakomity moment by wytłuszczyć błędy w szkoleniu pilotów , które są zbieżne z ustaleniami śledczych w sprawie katastrofy CASY. PiS rzecz jasna punktuje za to rząd , jednak robi to bez wskazania, że katastrofa Tupolewa była bardzo podobna do tej sprzed 3 lat. Wystarczy porównać ze sobą parę punktów raportów z oby katastrof, które dają do myślenia: niewłaściwy dobór załogi, niewłaściwa współpraca załogi w kabinie, lądowanie w niekorzystnych warunkach atmosferycznych, dezorientacja przestrzenna załogi w wyniku niewłaściwego podziału uwagi w czasie lotu bez widoczności ziemi, wyłączenie sygnalizacji dźwiękowej urządzenia EGPWS pozbawiające załogę informacji o niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi i nadmiernym przechyleniu samolotu, brak obserwacji wskazań radiowysokościomierza, zejście bez kontaktu wizualnego z odnośnikami naziemnymi na wysokości niższą niż minimalna wysokość nalotu czy nawet brak dobrej współpracy z kontrolerami lotu. Dwie podobne do siebie katastrofy wojskowych samolotów w ciągu zaledwie 3 lat, brak reform w wojsku, kompromitacja rządu w „ociepleniu stosunków”  z naszym wschodnim sąsiadem, który pokazał w jakim poważaniu ma polskiego premiera spowodowały, że Donald Tusk stoi w tej chwili na glinianych nogach, co chce zresztą wykorzystać Grzegorz Schetyna.  A rządzący nami decydenci zaczynają zachowywać się w sposób zupełnie nieracjonalny ( patrz: słowa prof. Nałęcza o Rosji wspierającej PiS). Teraz jest znakomity moment by uświadomić Polakom, właśnie na przykładzie katastrofy Tupolewa,  jak fatalne w skutkach są rządy Tuska.

Postawiłem kilka dni temu tezę, że powolny upadek Tuska wykorzysta nie opozycja, budująca, jak zauważa Ziemkiewicz, sektę walczącą z mafią, ale ktoś z otoczenia Tuska, wbijając mu nóż w plecy. Jeżeli PiS nie postara się zgarnąć centrowego elektoratu to kryzys w rządzie wykorzysta ktoś z jego jądra otoczenia i nastąpi PZPR-owska „odnowa” partii.  Potrzeba wyjścia PiS poza własny elektorat jest już truizmem, w który zdaje się niestety nie wierzyć Jarosław Kaczyński wyznający zasadę „ kto nie z nami ten przeciw nam. Prawo i Sprawiedliwość stawia wiele słusznych pytań w sprawie katastrofy smoleńskiej. Niestety robi to w fatalny. Jarosław Kaczyński dwa dni temu powiedział, że gdyby on był premierem do katastrofy smoleńskiej by nie doszło. Joachim Brudziński rozwinął myśl prezesa PiS, mówiąc, że premier Kaczyński na pewno zadbałby o to by na pokładzie Tupolewa znalazł się „rosyjski lider”. Okazało się jednak, że podczas wizyty w 2007 roku na tym samym lotnisku Tupolew z prezydentem Kaczyńskim na pokładzie wylądował…bez „rosyjskiego lidera”. Takie wpadki nie budują zaufania do opozycji.

Myślę jednak, że z powodzeniem można wykorzystać część tez postawionych przez Rosjan, które i tak prawdopodobnie się potwierdzą w raporcie Millera, do walki z rządem. Tylko tak można próbować w końcu  odsunąć tę ekipę od władzy, którą powoli już zaczynają szczypać media i establishment, porównujący  populizm Tuska do Berlusconiego. „Wprost” ujawnił ,że członek komisji badającej katastrofę smoleńską, który był pilotem specpułku, brał udział w fałszowaniu dokumentów i wyłudzaniu pieniędzy z armii. Trudno wątpić w to, że po opublikowaniu raportu komisji Millera, Rosjanie wyciągną tę kwestię i zestawią ją z „pijanym generałem” na pokładzie Tupolewa. Warto więc uznać, że polskie wojsko nie wygląda perfekcyjnie a polscy piloci nie są w stanie „latać na drzwiach od stodoły”. A za taki stan rzeczy odpowiedzialni są obecnie rządzący.

Łukasz Adamski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »