Raz po raz słyszymy zapowiedzi jakiejś artystycznej duszy, że kolejny owoc jej twórczości będzie typowo "niepolski". Czym w takim razie jest polskie dzieło? Zapewne przejawem tandety, bezguścia, pretensjonalizmu, infantylizmu, zaściankowości i obciachu. Natomiast takowych cech już nie posiada - przynajmniej w założeniu - dzieło, którego autor od razu zdeklarował, że nie zrobi po polsku. Zrobi po europejsku. Zrobi światowo!

 

Tyle, że to robienie dobrej, "niepolskiej" muzyki czy robienie dobrego "niepolskiego" kina w Polsce kończy się masową produkcją tandety. Półki w sklepach muzycznych uginają się od produkcji wszelkiej maści chórzystek... pardon - piosenkarek (nie obrażajmy dobrych chórzystek!), które stają się Madonnami, Rihannami czy Shakirami made in Poland. Kina gromadzą tłumy dające się nabrać na wielkie kino, rodem z USA, ale zrobione w Polsce. Sława krótka, ale intensywna! Zazwyczaj pozostaje z takiej twórczości niewiele, bo czy coś może pozostać po kopistach (nawet sprawnych)? Rodzime gwiazdy i gawiazdeczki w odcinaniu sie od polskiego stylu, przypominają tych mieszkańców prowincji, ktorzy po przyjeździe do większego miasta najchętniej wyzbyliby się własnej tożsamości, wstydliwie patrząc czy nie wyłazi im słoma z butów (choć i tak nie wylezie).

 

Tak jak w przypadku nachalnie lansowanego w ostatnich dniach "Sępa" Eugeniusza Korina. Plejada gwiazd (już polskich, nie światowych), trailery będące kalką zachodniego kina akcji i cała otoczka rasowej superpodukcji. I co? I klapa. Jedna wielka klapa. Światowa? Europejska? "Niepolska"? Nie, nie, wtedy już twórcy jakoś łatwo nawiązują do swojej polskości. Bo przecież PISF daje za mało kasy na filmy, bo przecież w Polsce nie da się zrobić dobrego kina, itd...

 

Może zamiast silić się na infantylny kosmopolityzm lepiej stać się "wykrzyknikiem ulicy" i robić filmy przystające do naszych polskich realiów? Dlaczego obrazy takie jak "Psy", a w ostatnich latach również "Pitbull" doczekały się etykiety "kultowych"? Bo ich twórcy nie bawili się w tworzenie atrapy nadwiślańskiego Hollywoodu, ale opisanie tego, co przeciętny szary Kowalski może zauważyć za swoim oknem. Prosta i skuteczna strategia.

 

Może wtedy przeciętny polski widz będzie przyzwyczajony do dobrych filmów, a nie "niepolskich" produkcji, które po kilku nieprzychylnych recenzjach trafiają do kategorii zatytułowanej: "Polska tandeta".

 

Aleksander Majewski