Dominikanie zaczynają zbierać materiały dotyczące zmarłego w marcu 2010 roku o. Joachima Badeniego – podaje "Rzeczpospolita". Czy mogą one być zbierane już pod kątem ewentualnego procesu beatyfikacyjnego znanego zakonnika? - Zbierane są materiały ku pamięci, bo to jest niezwykle ważna postać dla klasztoru, natomiast jeżeli chodzi o sam proces beatyfikacyjny, to dopiero za pięć lat będzie można coś powiedzieć – mówi Judyta Syrek, współautorka kilku książek o. Badeniego.

Jak wiadomo, do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego musi upłynąć pięć lat od śmierci danej osoby, ale czas ten może zostać skrócony przez papieża. Stało się tak choćby w przypadku Jana Pawła II, którego tłumy już w chwili śmierci okrzyknęły świętym. "Santo subito" - skandowali wierni. Czy w przypadku o. Joachima również możemy mieć do czynienia ze skróceniem tego czasu?

Judyta Syrek przyznaje, że taka możliwość zależy jedynie od wiernych, ale osobiście nie widzi potrzeby takiego przyspieszania. - Nie widzę takiej potrzeby, bo dla mnie o. Joachim był fragmentem codzienności. To była taka codzienność, w której mogłam być bliżej sacrum, dotykać tej świętości. Dla mnie on już jest po prostu święty i nie potrzebuję całej tej otoczki, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że ona jest ważna dla innych ludzi, choć nie jestem zwolenniczką przyspieszania – przyznaje Syrek.

Jednak mimo to, wielu ludzi nie bardzo potrafi dziś czekać. Stąd np. postulaty "santo subito". - Zastanawiam się, co nam zostało, że chcieliśmy "już natychmiast". Może warto sobie odpowiedzieć na pytanie, po co to "już natychmiast". Nieraz zastanawiam się nad takimi intencjami tłumu, który krzyczy "Santo subito". Jaka jest potrzeba tych ludzi, czy rzeczywiście taka, że chcą mieć świętego, który będzie za nimi orędował w niebie, czy to są inne, powierzchowne potrzeby pod wpływem chwili, których nie chciałabym oceniać. Łatwiej jest krzyknąć razem z tłumem "Święty od razu", ale co dalej? Co ze świętością tego człowieka będziemy dalej robić? To jest chyba dla mnie ważniejsze pytanie, niż zastanawianie się nad datą rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego – podkreśla Syrek.

A co "robi" Judyta Syrek ze świętością o. Joachima? - Jan Paweł II bez wątpienia był człowiekiem świętym, tak samo Matka Teresa z Kalkuty, czy właśnie o. Joachim Badeni, więc w swoim życiu staram się przede wszystkim podążać tymi ścieżkami, które oni wyznaczyli – odpowiada dziennikarka. Syrek jest współautorką kilku książek o. Badeniego, spędziła z nim wiele czasu, znali się kilkanaście lat. Jak przez ten czas pracowało się ze świętym? - Wspaniale. Kolokwialnie mówiąc, między nami czuć było taką "chemię", często nadawaliśmy na tych samych falach. W tych wszystkich rozmowach to Pan Bóg był dla niego zawsze najważniejszy, a dla mnie, jako osoby świeckiej, to był taki wyraźny znak kapłana, więc ta współpraca nie była trudna, a wręcz oczywista.

- Wiele razy, kiedy czegoś nie rozumiałam, biegłam do klasztoru i on pomagał mi rozwiązywać te trudne sprawy. Zawsze modlił się do Ducha Świętego, kiedy próbował rozwiązać jakiś problem. Najistotniejsze sprawy w jego życiu to była Eucharystia - zawsze na pierwszym miejscu, modlitwa do Ducha Świętego. Myślę, że ta ostatnia książka, którą wspólnie stworzyliśmy o Paruzji, jest zwieńczeniem całej jego miłości do Pana Boga – nie można już bardziej oczekiwać Pana Boga, jak właśnie czekając na Paruzję. On na nią oczekiwał, bardzo świadomie.

Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »