Bliźniaki urodziły się po tym, jak do organizmu kobiety wprowadzono sześć zarodków. Trzy z nich nie zagnieździły się w organizmie kobiety i zmarły przed implantacją. Jednak trójka dzieci rozwijała się w jej organizmie. Wówczas Hobson zdecydowała się na zabicie jednego z nich, by chronić zdrowie swoje i pozostałej dwójki.
Kobieta zdecydowała się pięć procedur zapłodnienia in vitro (co oznacza, że aby mogła urodzić się ta dwójka umrzeć musiało około trzydziestki innych dzieci) i wydała dwadzieścia tysięcy funtów na poszukiwania dawczyni jajeczek. Obecnie, jak zapewnia, jest niewyspana i zamartwia się wciąż kruchym stanem zdrowia swoich dzieci.
Hobson zorientowała się także, że jest już w takim wieku, że prawdopodobnie nie dożyje do dorosłości swoich dzieci. – Pamiętam, że powiedziałam pielęgniarce, że jest takie smutne, że nie dożyje momentu, gdy moje dzieci będą miały trzydziestkę. Ale ona była tak wspaniała, że powiedziała mi: nigdy nie możesz tego wiedzieć – medycyna cały czas idzie naprzód i dzięki niej może będziesz mogła dożyć w dobrym zdrowiu moich dorosłości – opowiada Hobson.
Brytyjka nie uważa się też za egoistkę. – Niektórzy ludzie mogą powiedzieć, że jestem samolubna, że działam przeciw naturze. Ale czy nie są przeciw naturze także przeszczepy i chirurgia? Nie jestem bardziej samolubna, niż kobiety, które szukają rodziny – zapewnia kobieta.
A dzieci już w przyszłym roku trafią do opiekunek, bowiem Hobson zamierza wrócić do pracy, gdy tylko skończy się jej urlop macierzyński.
TPT/DailyMail
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

