Pisałem już o tym, że wysyłanie dziewczyn do łagrów i robienie z nich ogólnoświatowych męczenników za wolność słowa jest nierozsądne i fatalnie odbije się na wschodnim chrześcijaństwie, które będzie uważane za przybudówkę putinowskiego reżimu. Zresztą głupota nie powinna być w taki sposób karana. Głupiutkie panienki z Pussy Riot zasługują na porządnego klapsa ( w formie finansowej kary) jak niegrzeczny bachor. Nie zapominajmy, że dwa lata szybko miną i Pussy Riot będzie koncertować na całym świecie. Jestem pewien, że trafią również do Warszawy i wystąpią na scenie z pretorianami Palikota, którzy przy pomocy mainstreamowych mediów odstawią antykatolicki taniec. Jednak fanatyczna obrona dziewczyn z zespołu przez polskich „piewców wolności” zaczyna przybierać kuriozalne rozmiary.  


„Publicyści tacy, jak Tomasz Terlikowski czy Michał Karnowski, pochwalając rosyjski sąd, zachowują się jak ci działacze prawicowi, którzy kiedyś pojechali gratulować gen. Pinochetowi”- mówi prof. Ireneusz Krzemiński na portalu Natemat.pl. Trudno polemizować z histerycznym tonem tej wypowiedzi i wchodzić ponownie w kwestie przywoływania czarnej legendy chilijskiego pogromcy komunizmu. Nie zamierzam tego robić. Warto jednak skupić się na samej wypowiedzi profesora, który wraz z całą rzeszą publicystów „Gazety Wyborczej” (nie widzących oczywiście nic szkodliwego w pozywaniu przez ich pryncypała jego polemistów do sądu) postawili „Pussy Riot” na piedestale. Nie chodzi już nawet o to, że nagle Władimir Putin stał się tyranem, który gnębi przeciwników chrześcijaństwa, ale o jawną hipokryzję w kwestii karania za poglądy. Nie chcę mi się wymieniać wszystkich przykładów prześladowania w dzisiejszej Europie chrześcijan za głoszenie jezusowego przesłania. Czytelnicy fronda.pl dobrze wiedzą o zamykaniu ośrodków katolickich adopcyjnych, które nie chcą oddawać dzieci gejom czy wyrzucaniu z pracy za „homofobię”. Hipokryzję współczesnych neopogan, którzy liberalizm i fatalnie pojętą demokrację postawili sobie na ołtarzyku z napisem – „Bóg”, widać było podczas protestu francuskich katolików przeciwko haniebnej sztuce obrażającej Jezusa. I to właśnie ten francuski epizod w wojnie światów najlepiej opisu współczesnego ducha „obrońców” wolności słowa.  


Spektakl Romea Castellucciego "O twarzy. Wizerunek Syna Boga" przedstawiał starego, wyniszczonego i pozbawionego ubrania człowieka, cierpiącego na biegunkę, którego syn wielokrotnie oporządza na oczach widza na tle wielkiej reprodukcji twarzy Chrystusa. Podczas przedstawienia w powietrzu unosi się odór fekaliów. W tym żenującym show na scenę wchodzą m. in. dzieci z tornistrami, które obrzucają obraz różnymi przedmiotami. Wizerunek pokrywa się brązową cieczą, z której formuje się napis: „Nie jesteś moim pasterzem”. Podczas premiery sztuki tłumy katolików z krzyżami w dłoniach zgromadziły się przed Teatrem de la Ville w pobliżu katedry Notre Dame. Demonstranci śpiewali religijne pieśni w języku łacińskim i modlili się na kolanach, przepraszając Pana Boga za bluźnierstwo, którego dopuszcza się dyrekcja teatru, aktorzy i osoby uczestniczące w skandalicznym spektaklu, szydzącym z wizerunku Jezusa Chrystusa. Co zrobili wówczas liberałowie, którym podobno na sercu leży wolność słowa i prawo do głoszenia własnych poglądów?  W akcję przeciwko protestom katolików włączyła się aktorka Juliette Binoche i reżyser Barbet Schroeder, którzy na łamach dziennika „Le Monde” opublikowali list zatytułowany „Teatr przeciw faszyzmowi", potępiając „fanatyzm protestujących, który jest wrogiem oświecenia i wolności, w obronie których Francja tak skutecznie i chwalebnie walczyła wiele razy”. Jak pamiętamy Francja wywalczyła sobie „oświecenie i wolność” ścinając nawet trupy biskupów na gilotynie i dokonując ludobójstwa w Wandei, gdzie pierwszy raz gazowano ludzi. Trudno się więc dziwić, że dzisiejsi spadkobiercy francuskich jakobinów bez kozery kontynuują dzieło swoich mentalnych przodków. Zmieniły się jedynie metody walki. Cel pozostaje ten sam.


Dlatego trudno nazywać dzisiejszych obrońców Pusyy Priot kapłanami wolności. Niestety ich obrona niesłusznie skazanych przez putinowski rezim dziewczyn nie wynika z przywiązania do jeffersonowskiej wolności. Tutaj chodzi o walkę z chrześcijaństwem. Jak zwykle.

 

Łukasz Adamski