Marta Brzezińska: 29 września ulicami Warszawy przejdzie ogromna manifestacja w obronie Telewizji Trwam. Przed marszem miała odbyć się Msza św., ale jak poinformowali organizatorzy – kard. Nycz wydelegował do odprawienia Eucharystii kapłana innego, niż ten, którego oczekiwali. Przyznam osobiście, że jestem zaszokowana. Przecież Msza św. jest zawsze ważna, bez względu na to, jaki kapłan ją odprawia! Czy może jednak nie chodziło o Mszę? W czym problem?

 

Marcin Radomski OFM Cap: Trudno mi powiedzieć, z czym mają problem organizatorzy. Sprawa jest dość delikatna. Na myśl od razu przychodzi mi sytuacja z odczytaniem listu patriarchy Cyryla i abp Michalika. W obydwu sprawach dotykamy bardzo ważnej materii, jaką jest posłuszeństwo w Kościele. Zrozumiałym jest, że w pewnych sytuacjach, ważnych okolicznościach zaprasza się kogoś z kim jest się zaprzyjaźnionym, kto zrozumie klimat uroczystości. ALE jeżeli kardynał wyznacza kapłana, a organizatorzy mówią, że „tego nie chcą”, to w moim odczuciu posunęli się za daleko. W tym momencie Msza św. staje się elementem instrumentalnym, do wykorzystania w pewnych celach. Na marginesie dodam, że warto by zapytać organizatorów, co chcieli przez to osiągnąć, bo poruszamy się trochę w sferze domysłów. Z relacji w mediach wynika, że organizatorzy nie zgodzili się na zaproponowanego księdza i można się tylko domyślać powodów tej decyzji. Może byłby zbyt mało konserwatywny w kwestiach radykalnego wypowiadania się na tematy polityczne? Jednak Eucharystia to nie jest arena do wypowiadania się na tematy polityczne! Bp Dydycz wprawdzie poruszał ostatnio na pielgrzymce ludzi pracy podobne zagadnienia, ale to była zupełnie inna sytuacja. Mówił do konkretnego środowiska, do ludzi związanych z pracą, i miał prawo, by wypowiadać się na temat relacji między społeczeństwem a politykami. Ale jeśli z góry zakłada się, że podczas Eucharystii mają paść jakieś konkretne wypowiedzi, to jest już przesada. Zbyt daleko posunięta interpretacja pewnego wydarzenia.

 

Czyli to sprawa posłuszeństwa.

 

Posłuszeństwo w Kościele jest bardzo istotne. Możemy politycznie nie zgadzać się w pewnych kwestiach, trudno. Eucharystia jednak nie jest własnością poszczególnych ugrupowań politycznych, ale właśnością Kościoła. Jeżeli wydarzenie dzieje się na terenie diecezji, która podlega kard. Nyczowi, to organizatorów obowiązuje bezapelacyjne posłuszeństwo. Nawet biskup, który odprawia Mszę na terenie innej niż swoja diecezji, musi mieć na to pozwolenie ordynariusza miejsca. Tak to od dawna funkcjonuje w Kościele. Nie można powiedzieć, że ten czy tamten kardynał jest takiej opcji politycznej, w związku z tym nie będzie albo będzie odprawiał Mszę świętą. Błąd. Droga do nikąd.

 

Pewne wydarzenia, jakie mogliśmy zaobserwować w niedawnym czasie dowodzą jednak, że Msza święta staje się dla niektórych środowisk świętną okazją do manifestacji politycznych sympatii. Wspomnę choćby sytuację, do jakiej doszło podczas pogrzebu śp. Józefa Szaniawskiego. Tłum zebrany w warszawskiej Archikatedrze wygwizdał i zagłuszył przedstawiciela prezydenta, który odznaczył zmarłego. Widziałam na materiale filmowym, jak rodzina śp. Szaniawskiego ze smutkiem spuszczała głowy. To było naprawdę żenujące.

 

Tu muszę się zgodzić. Krzyki związane z pojawieniem się przedstawiciela prezydenta, który ma wręczyć pośmiertnie odznaczenie dla zmarłego, krzyki „Hańba!”, etc. były przede wszystkim nie na miejscu. Trzeba by zapytać tych ludzi, dlaczego tak postąpili, choć można się tego domyślić. Ale bezdyskusyjnie trzeba powiedzieć, że kościół i Msza święta pogrzebowa to nie jest miejsce na takie manifestacje. Ze względu na szacunek dla rodziny i dla zmarłego, nie mówiąc już o szacunku dla liturgii, taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Liturgia nie jest miejscem do, trzeba to wyraźnie powiedzieć, skandalicznych manifestacji swoich poglądów politycznych. Tamci ludzie po prostu się zapędzili. Tłum nie działa racjonalnie. Działa emocjonalnie. Ale niczym nie da się usprawiedliwić takiego zachowania. Dlatego mówię o tym także w kontekście wspomnianego listu i wątpliwości co do tego, czy go czytać. Co to znaczy, czytać czy nie czytać?! Wychodzić, nie wychodzić?! Jeżeli Konferencja Episkopatu Polski jasno mówi, że list ma być przeczytany, to nie ma żadnej dyskusji. Mogę się z tym zgadzać, albo nie, ale tu nikt mnie o zdanie nie pyta, mam przeczytać ten list na Mszy i koniec. Jutro będzie kolejny list i co, księża i wierni też będą decydować czy go czytać i słuchać? Trzeba sobie jasno powiedzieć, że Kościół nie jest instytucją demokratyczną. Nas obowiązuje posłuszeństwo. To nie ja wybieram tego księdza, którego mam słuchać. Nie daj Boże, w przyszłości pojawi się papież, który będzie miał inne poglądy polityczne od moich, i co? Powiem: „Przepraszam, papież ma inne poglądy polityczne, nie zamierzam go słuchać”? Wyobrażasz sobie taką sytuację? To oczywiście tylko jakieś futurystyczne, mam nadzieję, że nierealne wyobrażenie, ale przecież nieposłuszeństwo zaczyna się od małych rzeczy. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Organizatorzy marszu zyskaliby znacznie więcej, gdyby przyjęli decyzję kard. Nycza z pokorą. Trzeba także ich zrozumieć. Nie tego się spodziewali. Oczekiwali innego rozwiązania. Zgoda. Ale przyjmują decyzję kardynała z pokorą, w posłuszeństwie Kościołowi. Myślisz, że Pan Bóg nie błogosławiłby bardziej takiej postawie? Pan Bóg zawsze błogosławi tam, gdzie jest połuszeństwo, ale nie będzie przykładał ręki tam, gdzie łamie się posłuszeństwo w Kościele.

 

Wspominał Brat o liście, a mnie się przypomina jeszcze jedna sytuacja, sprzed blisko dwóch miesięcy. 1 sierpnia na Powązkach także wygwizdano i wybuczano przedstawicieli władzy. Wprawdzie, nie nastąpiło to podczas Mszy świętej, ale była to ważna rocznica. Niektórzy bronili osób, które się tak zachowywały, tłumacząc, że oni nie mają okazji do pokazania swojego sprzeciwu wobec władzy. Doprawdy?! Jestem szczerze przekonana, że takich okazji jest mnóstwo, choćby nadchodzący marsz 29 września, a cmentarz i Mszę św. można uszanować...

 

Jedną rzeczą jest zrozumienie, ja także w jakiś sposób rozumiem te osoby. Ale zrozumienie nie może iść w parze z tolerancją! Nie możemy tolerować pewnych rzeczy, pewnych zachowań, zwłaszcza, kiedy one są złe. Zrozumienie nie może prowadzić do tolerancji. Ja mogę rozumieć te osoby, ale cmentarz, Eucharystia, kościół NIE jest narzędziem w rękach ludzi, którzy mają zamiar osiągnąć taki, czy inny sukces polityczny. Nie można wykorzystać Eucharystii do tego, aby obalić rząd (śmiech), nie można wykorzystać pogrzebu, czy innej sytuacji liturgicznej aby wyrazić swój sprzeciw wobec prezydenta. Jeżeli ktoś chce manifestować, to oczywiście można wychodzić na ulice, i o tym także mówił bp Dydycz. Społeczeństwo ma prawo, by wyrażać swoje opinie, ale nie w sposób liturgiczny. Żadne przepisy liturgiczne nie mają zapisu o wyrażaniu swoich poglądów politycznych w sposób liturgiczny.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska