- Nie o to walczyłem, to nie tak miało być dzisiaj w Polsce. Ale naród zaczyna to widzieć – mówił rozgoryczony Józef Bandzo ps. „Jastrząb”, jeden z ostatnich żyjących żołnierzy mjr „Łupaszki”, który mimo podeszłego wieku przyszedł dziś pod budynek przy ulicy Prostej 51 w Warszawie.
- Kiedyś siedziałem w więzieniu i wiem, co to znaczy – powiedział do zebranych były opozycjonista Adam Borowski. - Ważne, aby rada nadzorcza „Rzeczpospolitej” wiedziała, że są ludzie, nie tylko poeci, którzy pamiętają ich postępowanie, że przyjdzie taki czas - jak powiedziała Ewa Stankiewicz - i drugiej grubej krechy nie będzie. Kiedyś przyjdzie czas rozliczeń za takie postępowanie i oni są już na tej liście – mówił Borowski - Redakcja, która przyjmie Cezarego Gmyza, ma już we mnie czytelnika – podsumował.
- Spotykaliśmy się, jak wyrzucali z pracy Bronka Wildsteina, Krzyśka Skowrońskiego i spotykamy się dzisiaj, gdy wyrzuca się Cezarego Gmyza z „Rzeczpospolitej”, dziennikarza, który został wyrzucony dlatego że to, co zrobił, bardzo przeszkadzało establishmentowi postkomunistycznemu, który decyduje o kształcie medialnym w Polsce – mówiła Joanna Lichocka z „Gazety Polskiej”. Na pytanie, czy taka decyzja właścicieli „Rzepy” to objaw siły czy słabości właścicieli, powiedziała: - Z jednej strony jest to objaw siły establishmentu, który decyduje o tym, co się pisze w głównych mediach - oni konsekwentnie czyszczą i porządkują, że mają być same Lisy i Durczoki, ewentualnie pluszaki premiera. Z drugiej strony to jest też klęska, bo widać, że w mediach pod takim działaniem nie ma wolności i niezależności. To oznacza, że Polacy muszą budować wolne media niezależne od koalicji rządzącej. Węgrzy stworzyli w swoim czasie wolne obywatelskie media, które doprowadziły do zmiany politycznej na Węgrzech.
Dziennikarz „Wprost” Piotr Śmiłowicz powiedział portalowi Fronda.pl, że przyszedł, aby zaprotestować wobec decyzji władz „Rzeczpospolitej”, która postąpiła zbyt pochopnie, wyrzucając z pracy dziennikarzy. Jej działanie było bardziej przejawem strachu niż siły. - Zwolnienie czterech dziennikarzy, z których jeden był na urlopie, budzi moje zdziwienie i wątpliwości, że za tym kryje się coś innego niż samo wyciągnięcie konsekwencji – powiedział Śmiłowicz.
Gdyby wziąć cytowalność "Rzeczpospolitej" na podstawie publikacji Cezarego Gmyza, to właściciele tego tytułu tylko zyskiwali na tym. On pracował na wiarygodność tytułu. Dla prestiżu marki, jaką jest „Rzeczpospolita”, obecne działanie Hajdarowicza jest działaniem na szkodę firmy. On popełnił duży błąd – powiedział Jan Pospieszalski.
Wśród protestujących byli obecni dziennikarze, historycy, politycy i dawni opozycjoniści: Paweł Nowacki, Maciej Pawlicki, Anita Gargas, Piotr Gontarczyk, Sławomir Cenckiewicz, Krzysztof Nowak, Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik, Jan Ołdakowski, Dariusz Gawin, Andrzej Horubała, Przemysław Babiarz, Jacek i Michał Karnowscy, Artur Bazak, Dawid Wildstein, Rafał Porzeziński, Piotr Gociek, Piotr Zaremba, Przemyslaw Wipler, Mateusz Mroz, Cezary Jurkiewicz, Adam Hofman i inni.
Gdy Cezary Gmyz wychodził z budynku „Rzeczpospolitej”, z okien poleciały samolociki z papieru. Był na nich żart rysunkowy przedstawiający dwa ptaki, rozmawiające o trzecim, który rozbił się o mur budynku:
- Ma trotyl na skrzydłach? - pyta jeden.
- Nieee..., normalnie przypierdolił! - odpowiada mu drugi.
Czy jest to komentarz władz spółki? Jeśli tak, to należy współczuć poczucia humoru.
Jarosław Wróblewski
