Dziennik przytacza rozmowę z Magdaleną Szymańską z Zakładu Pielęgniarsko-Opiekuńczego w Częstochowie. Tak jak siedem podobnych placówek w Polsce boryka się ona z problemami finansowymi. Jak podkreśla Szymańska, dzięki pomocy sponsorów dzieci nadal objęte są opieką, choć kilka miesięcy temu została podjęta decyzja o zamknięciu we wrześniu zakładu. Przedstawicielka ZPO w Częstochowie mówi, że "zakład się zadłużył, bo NFZ przyznał mu za mało pieniędzy w stosunku do potrzeb".

Do częstochowskiej placówki trafiają maleńkie dzieci z całej Polski, większość poważnie chorych. Szymańska podkreśla, że opieka nad maluchami wymaga większych nakładów, niż w ramach kontraktu, jaki przekazuje NFZ. Zaznacza, że potrzebna jest dobra diagnostyka, często bardzo kosztowna. Zakłady zajmujące się leczeniem i pieką nad dziećmi domagają się zmian finansowania. Jak czytamy, "jeżeli zakłady opiekujące się małymi ciężko chorymi dziećmi zostaną zamknięte, to niemowlęta trafi ą na oddziały szpitalne, a tam ich leczenie będzie droższe".


Szymczyńska przyznaje, że jej ośrodek i tak znajduje się w dużo lepszej sytuacji niż pozostałe tego typu placówki. – Mamy najwyższą stawkę w Polsce. Są takie, w których stawka dzienna na jednego malucha jest niższa niż 80 zł – mówi "GPC". Choć jednak w częstochowskiej placówce dzienna stawka na jednego pacjenta wynosi 120 zł, Fundusz zmniejszył o 30 proc. limit wykonywanych usług medycznych.

 

AM/Gazeta Polska Codziennie/Wirtualna Polska