Jak poinformowała wczoraj „Gazeta Wyborcza”, adwokaci Nergala wzywają gdański sąd, aby do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości skierował pytanie o zgodność interpretacji polskiego zapisu o obrazie uczuć religijnych z prawem unijnym w zakresie obrony praw człowieka. - Wolność słowa powinno ograniczać tylko intencjonalne atakowanie religii. Inaczej realizowanie wolności słowa, sztuki, w ogóle nie będzie możliwe – stwierdził mec. Jacek Potulski, adwokat Darskiego. Jego zdaniem interpretacja przepisu o obrazie uczuć religijnych przez SN narusza prawo UE. A normy tego prawa stoją wyżej niż polskie przepisy (sic!).
Adwokaci Nergala przekonują więc, że na sprawę ich klienta należy patrzeć przez pryzmat systemu ochrony praw człowieka w UE, a zwłaszcza przez pryzmat zapisanych w Karcie Praw Podstawowych gwarancji wolności wypowiedzi. W art. 13 Karty czytamy, że "sztuka i badania naukowe są wolne od ograniczeń". Obrońcy Darskiego przekonują ponadto, że w rozstrzyganiu tej sprawy sąd powinien wziąć pod uwagę do jakiego kręgu odbiorców skierowany był przekaz oraz, że „Nergal jest tylko aktorem”, a więc ma prawo do artystycznej wolności.
I to jest właściwie największe kuriozum objętej przez adwokatów Nergala linii obrony. Można by nawet przymknąć oko na taką żenującą argumentację, gdyby nie fakt, że bardzo prawdopodobnym wydaje się to, iż Trybunał „kupi” taki pomysł. A to stworzy precedens na przyszłość, który zaowocuje niczym innym, jak tylko wysypem chojraków pokroju Nergala, którzy stwierdzą, że także są „tylko aktorami” i wobec tego, mogą dowolnie korzystać ze swojej artystycznej wolności. - Pomyślny dla adwokatów Nergala wyrok Trybunału w znaczący sposób wzmocni radykalnych wrogów Jezusa Chrystusa i jego wyznawców. Dziś wielu „artystów” wystrzega się jednoznacznej walki z chrześcijaństwem, z uwagi na możliwe prawne reperkusje. Jeżeli polskie sądy zaczną uznawać, że każdy przejaw barbarzyńskiej nienawiści do krzyża jest aktorskim występem, wyrośnie nam wielu nowych ulicznych „artystów” - napisał na portalu Wnas.pl Łukasz Adamski, komentując tę sprawę.
I tu nie do końca mogę się z Łukaszem zgodzić, bowiem już teraz mamy cały szereg „artystów”, dla których nie ma żadnych świętości. Wystarczy wspomnieć choćby niesławną Dorotę Nieznalską, która nie zawahała się tworząc wystawę „Pasja” czy piosenkarkę Dodę, która wszem i wobec opowiadała o autorach Pisma Świętego jako o „naprutych winem i palących zioła”. Wprawdzie obie panie spotkały za ich akcje pewne reperkusje, ale efekt był jeszcze lepszy, niż mogły się tego spodziewać – obie lewicowe media uznały za męczennice i ofiary katolickiej Polski...
Uznanie, że tego typu tanie prowokacje są wyrazem wolności artystycznej, która należy się aktorowi, a co więcej, że unijne zapisy o obronie praw człowieka stoją nad naszym przepisem o obrazie uczuć religijnych spowoduje tylko – jak napisał Adamski – nową falę chrystofobii. Falę, którą z rozkoszą będą podgrzewały lewicowe media i politycy pokroju Janusza Palikota, którzy od walki z Kościołem uzależniają swoją rację bytu. Dlatego tak ważnym wydaje się nawet nie samo śledzenie kolejnych wyroków w sprawie Nergala, ale także racjonalna i dobrze uargumentowana obrona wartości dla nas, chrześcijan konstytutywnych. Być może zbyt długo biernie przyglądaliśmy się temu, jak w Polsce niczym grzyby po deszczu wyrastają „artyści”, którzy rozgłos zdobywają plując na Kościół. Być może to, że dziś czują się oni tak swobodnie to także nasza wina. Dlatego tym bardziej musimy zacząć działać. Przypomina mi w tym momencie kapitalny film „For Greater Glory”, który opowiada historię meksykańskich cristeros. W obliczu zagrożenia wolności wyznawania wiary w Chrystusa tamci dzielni ludzie potrafili stworzyć regularną armię, która miała bronić prześladowanych chrześcijan. Nie jest to absolutnie moje wezwanie do jakichś zbrojnych wystąpień, kiedy szargane są nasze świętości. Przekonana jestem jednak, że z pewnością potrzeba nam więcej zaangażowania, odwagi i zdecydowania. Będąc biernymi po części bierzemy odpowiedzialność za antykatolickie występki.
Marta Brzezińska
