Na pierwszej konferencji prasowej w Brukseli, od czasu objęcia stanowiska głównego negocjatora KE, Michael Barnier dość ostro postawił sprawę Brexitu.
Barnier nakreślił założenia dotyczące przyszłych negocjacji z Londynem, jednocześnie zaznaczając, że na szczegóły na razie jest za wcześnie. Dodał również, że negocjacje nie powinny potrwać dłużej, niż półtora roku, zaś UE jest gotowa, by uruchomić artykuł 50 traktatu, który mówi o opuszczeniu UE przez państwo członkowskie.
"Praca będzie prawnie skomplikowana, politycznie delikatna i będzie mała poważne konsekwencje zarówno dla gospodarki, jak i obywateli Unii Europejskiej i wielkiej Brytanii"– podkreślił urzędnik.
W przypadku, gdy premier Wielkiej Brytanii Theresa May uruchomi procedurę wyjścia do końca marca 2017 r., rozmowy negocjacyjne powinny zakończyć się w październiku 2018 r.
Michel Barnier przedstawił ponadto cztery główne zasady, którymi będzie kierował się w trakcie rozmów dotyczących wyjścia z Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty. Po pierwsze, jedność i wspólne interesy pozostałych 27 członków Unii Europejskiej. Negocjator dodał, ze kraje poza Unią Europejską, które nie ponoszą kosztów bycia we wspólnocie, nie mogą również korzystać z przywilejów.
"Bycie członkiem Unii Europejskiej wiąże się z prawami i przywilejami. Kraje trzecie nie mogą cieszyć się takimi samymi prawami i przywilejami"– podkreślał Michel Barnier.
Gdy Bruksela otrzyma notyfikację uruchamiającą art. 50 unijnego traktatu, rozpoczną się negocjacje. Barnier powtórzył także wielokrotnie deklarowane przez UE stanowisko:
"Wybieranie rodzynek z ciasta nie będzie możliwe"– podkreślał, mówiąc o dostępie do jednolitego rynku czterech swobód unijnych.
Barnier ma skonsultować proces wyjścia Wielkiej Brytanii z UE ze wszystkimi rządami krajów członkowskich. Do tej pory odwiedził już 18 z 27 krajów.
ajk/PAP, europa.eu, Fronda.pl
