Leonid Bershisdky, felietonista Bloomberga, opisuje osobliwą technikę negocjacji francuskich pracowników. I można po przeczytaniu tego felietonu jedynie dziękować  Bogu, że nie przedostała się do nas mentalność Wielkiej Rewolucji.

Bershisdky pisze, że to za kadencji ultra-lewicowego prezydenta„policja wreszcie zainterweniowała, gdy pracownicy postanowili po raz kolejny porwać swojego szefa”. Uprowadzenie szefa podczas negocjacji z pracownikami nosi osobliwe określenie „boss-napping”. Po raz kolejny w tamtym tygodniu „niezadowoleni z zamknięcia fabryki Goodyear w Amiens robotnicy zatrzymali kierownika produkcji i szefa personelu jako kartę przetargową w negocjacjach o lepsze warunki odprawy. 7 stycznia policja wkroczyła do fabryki i zagroziła władzom związków zawodowych więzieniem, jeśli nie uwolnią szefów”.

Graeme Hayes, badacz z brytyjskiego uniwersytetu Aston, naliczył w latach 2008-2010 32 przypadki „boss-nappingu” m.in. w placówkach 3M, Sony, Siemens, Caterpillar, a także wielu francuskich przedsiębiorstw.

Jak podkreśla Bershisdky francuscy związkowcy znają prawo. „Za bezprawne przetrzymywanie kogoś dłużej niż tydzień grozi 20 lat więzienia, 30 jeśli nastąpi uszkodzenie ciała. Uwięzienie kierownika na krócej niż tydzień to 5 lat więzienia lub 100 tys. USD grzywny. Jednak podobne porwania od lat 40. uchodziły robotnikom na sucho. Odbywały się bez użycia przemocy, a szefów prędko uwalniano, więc władze starały się unikać otwartego konfliktu z potężnymi związkami zawodowymi. Takie działania nie były tolerowane tylko w sektorze państwowym”.

Co ciekawe, pracodawcy z sektora prywatnego oraz policja prawdopodobnie godzą się na taką formę protestu, gdyż istnieje pewna cicha aprobata na takie zachowanie.

Według felietonisty „Francja to kraj paternalistyczny, a robotnicy, niczym awanturujące się dzieci, drastycznymi działaniami zmuszają władze do udziału w pracowniczych bataliach. Były prawicowy prezydent Nicolas Sarkozy, choć gorąco potępiał porywanie szefów, nie zrobił nic, by proceder ukrócić. To lewicowy Hollande zerwał z tradycją, wysyłając policję”.

Ale – jak piesze Bershisdky - Hollande, najmniej lubiany prezydent w historii Francji, nie przyjął konsekwentnej strategii. Robotnikom każe porzucić zwyczajowe, radykalne metody negocjacji, ale nie robi nic w sprawie uciążliwego klimatu podatkowego, hamującego francuski biznes. W 2014 r. podatek od osób prawnych podniesiono do 38 proc. Podatek od wynagrodzeń należy do najwyższych na świecie – jest to jeden z powodów stosunkowo niskiej produktywności Francji. Za zamykanie fabryk, powodujące tyle konfliktów, w dużym stopniu odpowiada więc krótkowzroczność rządu, a nie lenistwo Francuzów”.

To się nazywa kolorowa negocjacja. Jak z filmów!

Mod/Forsal.pl