– Gdyby za tym stołem prezydialnym nie siedziało trzech, jak to żartobliwie określają media „leśnych dziadków”, tylko dziewięciu Herkulesów, (…) to przecież nawet oni nie dopilnowaliby przeprowadzenia wyborów, które się odbywają jednocześnie w 28 tysiącach miejsc – powiedział Wiesław Kozielewicz.
Opisał, że wybory są ogromnym przedsięwzięciem organizacyjnym całego państwa, w które zaangażowane są różne instytucje, a nie tylko „dziewięciu panów z Warszawy”.
KZ/Tvp.info
