Z każdego zła Bóg może wyprowadzić dobro. Ta prawda jest jedną z niewielu desek ratunku jakiej trzymać się mogą uczestnicy i obserwatorzy procesu aborcjonisty Kermita Gosnella, o którym kilkakrotnie informowaliśmy. Tym razem słowo stało się ciałem niemalże na ich oczach. Jeden z niewielu dziennikarzy obserwujących sprawę, pod wpływem okropieństw zasłyszanych podczas procesu, pomimo swych dotychczas liberalnych poglądów, zmienił zdanie.
Mówił o tym JD Mullane z lokalnej gazety Buck County Courier Times.
- To właśnie siła procesu Gosnella - powiedział Mullane. - Jest jeden dziennikarz, który siedzi w tej sali sądowej i jego poglądy są bardzo liberalne, bardzo pro-choice, ale po wysłuchaniu zeznań zmienił zdanie. - opowiadał reporter. Uważa on, że to naturalna konsekwencja relacjonowania tej sprawy.
- Gosnell odsłania prawdę o nieodzownej przemocy wiążącej się z aborcją. Nie możesz siedzieć w sali i słuchać, co aborcja w wielu przypadkach czyni nienarodzonemu dziecku i kobiecie... nie możesz siedzieć dzień za dniem, tydzień za tygodniem i nie być zmienionym, nie zmienić zdania lub choćby nie rozważyć ponownie zajmowanego stanowiska. - uważa reporter.
JD Mullane to felietonista pro-life, który jako jeden z niewielu dziennikarzy obserwuje sprawę od jej samego początku. Jego tweety stały się podstawowym źródłem najnowszych informacji o procesie.
Mówi, że jest to najgorsza historia jaką relacjonował przez 26 lat pracy w zawodzie. Jest tak nie tylko z powodu tego, co miało miejsce w klinice Gosnella, ale także z powodu obojętności władz Pennsylwanii i Departamentu Zdrowia, który zgodnie ze zmianami wprowadzonymi przez byłego republikańskiego gubernatora o poglądach pro-choice Toma Ridge'a nie przeprowadzał inspekcji w żadnej z 22 stanowych ośrodków aborcyjnych przez 17 lat. Zdaniem Mullane'a surowszymi regulacjami objęte są dziś salony piękności.
MCC/LSN
