Jak stwierdził podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce nowy kanclerz Niemiec Olaf Scholz, z uwagi na szczególny wkład Niemiec w poprawę stanu ekonomicznego państw Europy Środowo-Wschodniej oraz jako jedego z głównych płatników UE, kwestię reparacji wojennych dla Polski uważa on za zamkniętą.

Na takie postawienie sprawy zareagowali oburzeniem polscy politycy, ale także część niemieckiej prasy.

Nowo wybrany kanclerz Niemiec gościł w Polsce w ubiegłą niedzielę. Jednym z poruszanych tematów była sprawa należnych Polsce reparacji za niemieckie zbrodnie w trakcie II wojny światowej.

Niemcy są nadal skłonne do wnoszenia bardzo, bardzo wysokich wkładów do budżetu UE – powiedział Scholz. W opinii niemieckiego polityka to właśnie dzięki tej pomocy Europa Środkowo-Wschodnia mogła liczyć na rozwój gospodarczy.

Były szef polskiego Ministra Spraw Zagranicznych, Witold Waszczykowski określi takie stwierdzenie jako „oburzające”. To niemiecka gospodarka – podkreślił Waszczykowski - korzysta najbardziej „na tworzeniu wspólnego i spójnego rynku, a składki na rzecz UE są instrumentem jej gospodarczej ekspansji” – czytamy.

Z kolei poseł Arkadiusz Mularczyk, były przewodniczący Sejmowej Komisji ds. Reparacji, obecnie uczestnik prac Instytutu Strat Wojennych, uważa argument Scholza dotyczący odszkodowań za II Wojnę Światową za „błędny”. Dodał też, że wiele państw UE wpłaca więcej do budżetu Unii, niż z niego otrzymuje. Jak więc z tego wynika, środki otrzymywane przez Polskę pochodzą od Niemiec jedynie z znikomej części.

Co interesujące, również niemiecka prasa jest zniesmaczona takimi słowami swojego kanclerza. Dziennik „Die Welt” ostrzega, że „powiązanie wypłat środków unijnych z kwestią rozliczenia okupacji może zostać uznane za obrazę”.

 

mp/wpolityce.pl