W oświadczeniu opublikowanym przez „Rzeczpospolitą” pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego napisali: "Ostatecznym sposobem obrony przed Prawdą jest metoda publicznego ośmieszania, kąśliwych uwag na temat wyglądu, nazwiska, lapsusu językowego, miny itp. co odciąga uwagę od meritum (...) W taki sposób postępowano m.in. z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim. Nie było końca karykaturom, «śmiesznym zdjęciom», uszczypliwościom z reguły na żenującym poziomie".

Dodali, że "niektórzy uczestnicy debaty publicznej są eliminowani z merytorycznej dyskusji wyłącznie z powodu etykietek nadanych im wcześniej przez zawiadujących mediami".

Stołecznych naukowców poparli obecnie uczeni z Poznania, skupieni w Akademickim Klubie Obywatelskim im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu (AKO). - Zgadzamy się z opinią o zdziczeniu języka debaty, o nieusprawiedliwionej nigdzie, a zwłaszcza w takich miejscach, jak uczelnie, agresji werbalnej wobec inaczej myślących, najczęściej zresztą wobec zwolenników Prawa i Sprawiedliwości oraz tych wszystkich, którzy bezkompromisowo szukają prawdy o katastrofie smoleńskiej. Zgadzamy się z diagnozą, że to niechęć do prawdy bądź też strach przed nią eliminuje zarówno to centralne, jak i wiele innych ważnych zagadnień z przestrzeni otwartej dyskusji - napisali naukowcy w oświadczeniu.

- Podobnie jak nasi koledzy z Uniwersytetu Warszawskiego (...) obserwujemy, że zarówno w życiu wewnątrz uczelni, jak i w debacie publicznej coraz mniej niezależnego myślenia i wymiany należycie uargumentowanych poglądów, a coraz więcej piętnowania adwersarzy, etykietowania czy - co dodajemy od siebie - wyszydzania, naruszającego godność osoby ludzkiej - napisali.

żar/Money.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »