Jak co roku samorządy chcą zorganizować opiekę nad dziećmi, by w czasie ferii ułatwić rodzicom życie. Okazuje się jednak, że brakuje nauczycieli chętnych do pracy przez te dwa tygodnie. Tym razem powodem problemów ze znalezieniem kadry nie są pieniądze. Gminy płacą bardzo dobrze, nawet 60 złotych za godzinę pracy. Tadeusz Konarski, dyrektor oświaty w Kluczborku, rozgoryczony podsumowuje: ta grupa jest rozpuszczona jak dziadowski bicz.
Problemy ze znalezieniem chętnych do pracy są również w Świdnicy. Stanisław Szelewa, dyrektor tamtejszego Wydziału Edukacji i Wychowania, podkreśla, że ma fundusze unijne na zajęcia w ferie. Zainteresowania ze strony nauczycieli brak.
Sytuacja wygląda podobnie w Zamościu, Suwałkach, Międzyzdrojach i kilkunastu innych miastach czy gminach. Obserwacje te potwierdzają organizacje samorządowe: Związek Miast Polskich i Związek Gmin Wiejskich.
Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich, mówi, że "z jednej strony nauczyciele narzekają, że słabo zarabiają, a gdy dajemy możliwość dorobienia, nie są tym zainteresowani". - Być może dlatego, że ich zarobki szybko rosną. Od września, po kolejnej podwyżce, ponad 40 proc. z nich będzie zarabiać prawie 5 tys. zł brutto – dodaje.
– Skoro nauczyciele nie chcą dorabiać w ferie, to pewnie są zmęczeni i tych dwóch tygodni odpoczynku nie zrekompensują żadne pieniądze – tłumaczy tymczasem Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Innego zdania są jednak samorządowcy. Domagają się zmian w prawie. Olszewski twierdzi, że rząd powinien dać dyrektorom szkół instrument, który w razie potrzeby zobligowałby nauczycieli do pracy w ferie. Chcą też samodzielnie decydować o ich pensjach i czasie pracy. Domagają się wydłużenia ścieżki awansu, tak aby mistrzem w zawodzie nie stawał się nauczyciel z zaledwie 10-letnim stażem.
żar/Dziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

