Seksualne zwyczaje Polaków analizuje w "Dzienniku" Klara Klinger. Autorka opisała też sposoby zapobiegania ciąży, których używają Polacy. - Nadal mamy bardzo tradycyjne podejście do antykoncepcji - pisze. - Ponad połowa z nas stosuje prezerwatywy, rzadziej sięgamy po tabletki antykoncepcyjne. Jednocześnie trzykrotnie częściej niż inni Europejczycy chwytamy się metod naturalnych, takich jak stosunek przerywany czy kalendarzyk [podkreślenie Fronda.pl] – dodaje "Dziennik". - To bardzo potoczne podejście - mówili jednym głosem pytani przez nas ginekolodzy. - Przede wszystkim nie ma naturalnych metod antykoncepcji, mówimy o metodach rozpoznawania płodności. Tak określa je Światowa Organizacja Zdrowia – tłumaczy lek. med. Ewa Ślizień-Kuczapska w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Zresztą stosunek przerywany nie był nigdy uznawany za metodę naturalną, nawet gdy ta nazwa jeszcze funkcjonowała – dodaje.

Ślizień-Kuczapska wątpi także w popularność kalendarzyka. - To metoda wręcz prehistoryczna, bardzo zawodna. Mogła się sprawdzać w latach 20-tych XX wieku, kiedy powstała, jednak dziś kobiety mają często nieregularne cykle, a w takich przypadkach nie jest ona skuteczna – mówi lekarka. - Nie mam pacjentek, które stosują kalendarzyk. Wybierają którąś z metod wielowskaźnikowych, opartych na mierzeniu temperatury, obserwacji śluzu i szyjki macicy lub różne nowoczesne technologie – podsumowuje.

Opinię tę potwierdza lek. med. Aniela Samoć. - Być może któraś z moich pacjentek stosowała kiedyś kalendarzyk, ale pewnie się zawiodła. Królują metody wielowskaźnikowe - mówi lekarka. Innego zdania jest lek. med. Maciej Barczentewicz. - Niestety kalendarzyk jest dość popularny. Inne metody wymagają większej świadomości, a z tą nie jest zbyt dobrze – stwierdza. Czy zainteresowanie innymi sposobami wzrasta? - Raczej antykoncepcją hormonalną – mówi, nie ukrywając niepokoju, Barczentewicz. Ta metoda ma niezwykle negatywne skutki dla zdrowia kobiety.

O metodach rozpoznawania płodności można się dowiedzieć na kursach przedmałżeńskich albo na specjalnych szkoleniach. Dyletanckie artykuły prasowe, takie jak w "Dzienniku" tylko przeszkadzają w propagowaniu wiedzy na ten temat.

sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »