- Dominuje import uzbrojenia, głównie z USA i Niemiec, wadliwego, zdezelowanego, którego liczne usterki utrudniają wykonywanie zadań bojowych, pochłaniają duże wydatki remontowe, a nawet stają się przyczyną zagrożenia zdrowia i życia żołnierzy oraz dowództwa - uważa wiceprezes Instytutu Globalizacji dr Tomasz Sommer. IG opublikował raport na temat polskiego uzbrojenia.

Okazuje się, że jest ono w coraz gorszym stanie. Najsłabiej wypada Marynarka Wojenna, która jest marginalizowana. MON rozważa zakup od Grecji wadliwego okrętu podwodnego typu 214, opartego na technologii niemieckiej, w przypadku którego eksperci wojskowi stwierdzili bardzo poważne usterki.

Także sytuacja lotnictwa nie wygląda najlepiej. Polscy piloci latają przede wszystkim na używanych samolotach. W pierwszym roku użytkowania F-16 odnotowano ok. 1700 usterek, z czego co dziesiąta była poważna. Program (obliczony do 2012 roku), który miał kosztować ok. 3,8 mld dolarów, kosztował ostatecznie 4,5 mld dolarów. Już w pierwszym roku zużyto cały sześcioletni budżet na naprawy.

Instytut Globalizacji krytykuje także to, że Polska 1/3 swego uzbrojenia kupuje za granicą, podczas gdy standardem w innych krajach jest to, że import pokrywa ok. 10 proc. zapotrzebowania. Zdaniem IG co najmniej połowa sprzętu wojskowego powinna być wytwarzana w kraju,dzięki czemu wojsko otrzymywałoby sprzęt nowy, wysokiej jakości i objęty gwarancją.

sks/Globalizacja.org

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »