Tak dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazły się siły postkomunistyczne i zblatowani z nimi, reglamentowani, solidarnościowi opozycjoniści po 1989 roku jeszcze nie było. Wszystkie zainicjowane dotąd projekty polityczne albo dawno odeszły w niebyt albo na naszych oczach osuwają się w przepaść. Nawet niezniszczalne dotąd przez całe lata PSL, w sondażach osiąga ledwie 3 %. I nie we wszystkich.
Kto dziś spamięta kreowane kolejno w tak zwanej „wolnej Polsce” twory polityczne? KPN, ZChN, KLD, SLD, UP, UD, UW, LPR, Demokraci.pl, Samoobrona czy Ruch Palikota? A i to zaledwie ułamek puszczonych w ruch pomysłów na zdemokratyzowanie naszej bezkrwawo odzyskanej ojczyzny. Na ścieżce tych właśnie partii znajduje się teraz Platforma Obywatelska. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, bo plan zwinięcia sztandaru PO pojawił się prawdopodobnie tuż po wybuchu afery taśmowej w 2014 r. Jednak wykreowana naprędce szalupa dla rozbitków systemu III RP w postaci partii Nowoczesna, pod dowództwem kapitana Petru nie przetrwała próby czasu, i dziś ociera się już o rafy i mielizny progu wyborczego. Nieudolnego dowództwa nie ma dziś kim zastąpić.
W ostatnim wywiadzie w stacji TVN, etatowa legenda Solidarności, Władysław Frasyniuk jednoznacznie stwierdził, że z takim prezesem jak Grzegorz Schetyna nie ma szans na odbudowanie marki PO. Kryzys przywództwa, po nieudolnych rządach Ewy Kopacz i czystkach politycznych po przejęciu władzy w partii przez samego Schetynę, nie jest dziś największym problemem tego ugrupowania. Afera reprywatyzacyjna, gdzie w roli głównej występuje wiceprzewodnicząca największej partii opozycyjnej, ciągnie Platformę na samo dno. Gwoździem do politycznej trumny może okazać się najnowsza informacja o tym, że córka urzędującego w 2008 r. ministra sprawiedliwości z ramienia tej partii, jako adwokat była kuratorem 118 letniego właściciela kamienicy na warszawskiej Ochocie, a co gorsza, zmarłego 50 lat wcześniej. Pomimo to sama operacja reprywatyzacji zakończyła się pełnym sukcesem.
Czarna rozpacz musi ogarniać tych, którym do niedawna niemal wszystko się udawało. Tak jak obecnie, z reprezentacją polityczną beneficjentów III RP tak źle nie było jeszcze nigdy. Z partyjnej układanki nie wyłania się ani ugrupowanie ani przywódcy, którzy potrafiliby wziąć na siebie ciężar utrzymania wykreowanych przy Okrągłym Stole elit w politycznej i biznesowej grze. Promowany w ostatnim czasie na lidera lewicy Zandberg nie ma ani wystarczająco dużo wdzięku, ani uniwersalnego pomysłu na to, jak zostać choćby cieniem dawnego Leszka Millera. Stanowiący medialną trampolinę dla jego ugrupowania protest rezydentów, właśnie się dopala.
Mozolnie idzie też budowany wokół Pawła Kukiza szeroki front republikański. Nieszczególnie pomagają toporne i obcesowe agitacje antysystemowych publicystów, z których część otwarcie już zgłasza polityczne ambicje, co nie przysparza im szczególnej popularności. Sam Kukiz udał się niedawno do kliniki na przegląd regeneracyjny, jednak stare przyzwyczajenia wzięły górę. Zaledwie dzień lub dwa po zdrowotnych zabiegach został sfotografowany z dużym kuflem piwa do obiadu.
Tak samo jak od nawyków i przyzwyczajeń, niełatwo jest się uwolnić od przeszłości. Duże ogony wloką się za ugrupowaniem Kukiza, który przyznał przed kamerami, że w tworzeniu jego ruchu pomagali mu oficerowie SB, WSI i ZOMO. Tylko ten fakt, w połączeniu z minioną przyjaźnią z Grzegorzem Schetyną i układem wrocławsko-opolskim, oraz głosowania w Sejmie przeciwko reformom PiS, będą odbijały się szerokim echem podczas każdej kolejnej kampanii wyborczej. Kukiz i jego stronnicy są teraz skutecznie używani do siania zamętu i rozbijania jedności po prawej stronie sceny politycznej, ale gdy to paliwo się wyczerpie, zostaną co najwyżej wykorzystani przez drugą stronę do konkretnych zadań ekspiacyjno-rozliczeniowych i wtedy dopiero wyrzuceni na śmietnik historii.
Czy jest jeszcze jakaś polityczna nadzieja dla postkomunistycznego układu, któremu tak wygodnie i bezpiecznie żyło się w Polsce przez ostatnie 30 lat? Na jak długo wystarczą demonstracje zmęczonych życiem, podstarzałych współpracowników organów bezpieczeństwa i resortów siłowych PRL spod znaku KOD i Obywateli RP? Ile dodatkowych miesięcy zdołają im kupić prezydenckie weta? Czy kanclerz Merkel, uporawszy się z powyborczymi problemami na własnym podwórku, zdąży z odsieczą i szczegółowymi instrukcjami w ambasadzie na Jazów 12? Czy pan Soros dowiezie gotówkę?
Do niedawna był jeden pewniak, „nadzieja czerwonych i różowych”, jedyny człowiek, który miał hipotetyczne szanse w wyborczym starciu z prezydentem Dudą i spędzał sen z powiek Prezesowi. Po nabraniu europejskiej ogłady i światowego sznytu, miał wrócić do Polski i poprowadzić "swoich" jeszcze raz do zwycięstwa. Wystarczyła jednak jedna jego wypowiedź, która w mojej ocenie, przekreśla jakiekolwiek szanse Donalda Tuska na odegranie znaczącej roli w politycznym życiu naszego kraju. Tolerancyjni Polacy wybaczyli swego czasu i puścili mimo uszu dziadka z wermachtu, jednak nie zapomną i nie wybaczą komuś, kto publicznie wyparł się swojej polskości. "Kaszub z doświadczeniem polskim"? Nie potrzebujemy na tronie cudzoziemskich królów.
Paweł Cybula
