- Mój ojciec wściekł się, zaczął krzyczeć, że jeśli mam w sercu Jezusa, to jestem dla niego martwa, a matka groziła, że odeśle mnie na Sri Lankę, gdzie zamkną mnie w domu wariatów – opowiada Fatima o reakcji swoich rodziców na znalezienie w jej pokoju Biblii. Z lęku przed tą sytuacją uciekła z domu w stanie Ohio i zamieszkała z pastorem ewangelickiego kościoła Global Revolution Blakiem Lorenzem z Florydy i jego żoną.
Chrześcijanie dopiero po trzech tygodniach powiadomili policję o tym, że znajduje się u nich nieletnia. 21 sierpnia sąd zdecydował, że do czasu wyjaśnienia sprawy powinna zostać nie u nich, a w domu dziecka. Rodzice nadal walczą o jej powrót i przekonują o swoich dobrych zamiarach. - Nigdy nie skrzywdzilibyśmy naszego dziecka, kochamy ją, niech sobie wierzy, w co chce, tylko niech wraca do domu – mówi jej ojciec, Muhammad Bary.
Stanowisko dziewczyny bagatelizuje także ich prawnik: - Oczywiście, że nie byli zadowoleni, kiedy dowiedzieli się, że córka odrzuca ich wiarę, którzy rodzice by się z tego cieszyli? Ale to nie znaczy, że chcą ją zabić! Ci ludzie wychowują dzieci w zachodnim stylu, przecież Fatima jest cheerleaderką! - mówi. Zdaniem obrońców rodziców, państwo Lorenz, którzy są znani z antyislamskich wypowiedzi, poddali dziewczynę praniu mózgu.
Jednak Fatima widzi sprawę inaczej: - Oni kochają Boga bardziej niż mnie, dlatego muszą mnie zabić. Jeśli tam wrócę, umrę w ciągu tygodnia! - szlocha. Fatima nawróciła się na chrześcijaństwo cztery lata temu. - Chowałam Biblię, ukradkiem wymykałam się na msze – twierdzi dziewczyna. Pastora i jego żonę poznała przez portal społecznościowy Facebook.
sks/GW
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

