Rozmowa Wiśniewskiego z Onet.pl dotyczy najnowszej książki autora pt. "Na fejsie z moim synem", która jest surrealistycznym obrazem matki Wiśniewskiego, którą ten zapisał na fejsa po jej śmierci, by z nią porozmawiać i wyjaśnić sprawy niedokończone. Oczywiście w tej historii pojawia się niedobry Kościół katolicki. Wiśniewski mówi: "Według religii katolickiej, przez większą część swojego ziemskiego żywota, nurzała się w grzechu (jego matka) . Miała trzech mężów i do tego dwójkę nieślubnych dzieci. Z lubością łamała także inne przykazania dekalogu. Mama nie miałaby do mnie pretensji, za wysłanie jej do piekła. Gdyby bogobojne sąsiadki mamy zobaczyły Irenę Wiśniewską w niebie, to chyba umarłyby na zawał lub porażenie mózgu. Umarłby powtórnie. Nie wierzę w przedstawianą nam wizję piekła, czyśćca i nieba. Nie wierzę, że piekło jest gdzieś pod ziemią, niebo na samej górze, a czyściec na…. Madagaskarze. Wiem, bo byłem na Madagaskarze i jest tam zbyt pięknie. Jedynie momentami poniżająca bieda i ubóstwo przypomina raczej piekło niż czyściec". Cóż, Wiśniewski jako pisarz powinien znać przedstawienie Piekła, Nieba choćby przez Dantego co pozwoliłoby mu na zapoznanie się z tą materią. A tak, mamy obraz wyjęty niczym z ust jakiegoś jaskiniowca. który powtarza rzeczy, które mu mówią ślepcy.
Na pytanie dlaczego kpi sobie z piekła i nieba odpowiada: "Wyśmiewam bajkową koncepcję sądu ostatecznego, która jest wymysłem ludzi. Chociaż jakiegoś sądu ostatecznego wcale nie wykluczam. Religie chrześcijańskie są apoteozą lęku. Monoteistyczne religie generują w ludziach potworny strach. Kościoły przytrzymują przy sobie wiernych za pomocą lęku i grożenia wiernym za nieprzestrzeganie zasad, które inni ludzie wcześniej wymyślili. Dzięki temu utrzymuje się instytucje Kościoła. Kościół potrzebuje armii wiernych, która będzie go utrzymywać. Zabawne jest, że można przestrzegać dekalogu, będąc ateistą, a i tak trafi się do czyśćca, a nie do nieba". Tu pan Wiśniewski niestety nie tylko błądzi ale mówi po prostu głupoty. Nie znam ani jednego człowieka, który idzie na Mszę Świętą z ... lęku, że jak nie pójdzie to wyląduje w piekle. Jeśli ktoś ma czyste sumienie to nawet mały grzech staje się dla niego ciężarem, ale nie lękiem. Biegnie wtedy do spowiedzi nie w poczuciu, że zaraz spadnie do piekła, ale z faktu, że popełnił zło, dał się zwieść i zatracił transcendentną więź z Bogiem. Niestety Wiśniewski to arogant, nie potrafiący skupić się na choćby przeczytaniu ze zrozumieniem Pisma Świętego, czy tylko jakieś pracy teologicznej by zrozumieć w czym rzecz. Tak postępują ludzie, którzy odrzucają wiarę a pielęgnują rozum. Trzeba powiedzieć, że tylko ci którzy łączą wiarę i rozum są osobami, które możemy nazwać naprawdę mądrymi i inteligentnymi. Dlaczego? Bo potrafią penetrować większą część rzeczywistości niż ci, co zawężają swój ogląd do partycypacji rozumowej. I tak mamy pana Wiśniewskiego, który mówi o Kościele i wierze. Człowieka zagubionego i ... zakompleksionego, gdyż brak wiary generuje niestety psychiczne problemy prowadząc takiego człowieka do stanu zahamowania.

