Ten tekst powinien przejść do historii polskiej literatury antyreligijnej. Edyta Gietka wytyczyła bowiem nowe standardy w opisywaniu Kościoła. Pod jej piórem ministranci zmienili się w bojowników, żywcem przejętych z czasów Hitlerjugend.

Gietka nie pisze o ich inaczej, niż jako o „rekrutach do armii Jezusa”, których „kotują” starsi „rycerzykowie”. Ministrantura przypomina wojsko, bo „drabina funkcji ma szczelbe”, a „ścieżką awansu jest posłuszeństwo i uległość słowu”. Wszystkie te opinie prowadzą Gietką do stwierdzenia, że „rycerzy” ubywa. A powodem jest także, a jakże, „efekt Michalika”, czyli rzekomo gigantyczna skala pedofilii w Kościele. I w ten sposób znaleźliśmy się w domu... „Polityka” pokazała, jaki jest jej cel...

TPT