- Przewiduję, że ten rok może być dalszym przedłużaniem amatorskiego stanu zarządzania państwem, doraźnego od skoku do skoku. Od kibiców po samobójstwo polityka, od wyroku za gwałt po afery w piłce nożnej. To może być rok taki jak 2011 albo znacznie trudniejszy.
Unijne mechanizmy nie wszystkich dotyczą w sposób jednakowy i możemy stać się rodzajem mięsa armatniego, a może winowajców? Zobaczymy. Nie wierzę w Polskę jako w zieloną wyspę. Jesteśmy narodem, który jak skazaniec chce się najeść przed śmiercią tak my się rzuciliśmy na hipermarkety przed Gwiazdką. A potem najwyżej będą nas dożynać kredyty…
Jeżeli chodzi o szkołę i edukację to nie widzę szans na zmiany. Nie znajduję nikogo, kto by to na serio traktował szkołę, chciałby żeby była dobra. Szkołą uznawana jest dziś za obowiązek, który trzeba odpękać i dać zarobić, bo 700 tys. osób pracuje w szkołach. Trzeba się zająć dziećmi, żeby rodzice mogli pracować i tak naprawdę nikomu na szkole nie zależy. Może paru wariatom, ale oni nie zmienią świata, to już nie te czasy. Nie znajduję żadnych przesłanek w życiu społecznym, które pozwoliły by mi patrzeć optymistycznie - dodaje Nalaskowski.
Not. Jarosław Wróblewski

