- Wyrok sądu skazujący profesora Ryszarda Legutkę i uznający go winnym obrażenia nastolatków nie nadaje się do skomentowania. Po prostu - nie nadaje się i już! Bo istnieje taki poziom absurdu, taki poziom niedorzeczności, z którym nie da się ani dyskutować, ani nie ma go jak skomentować. Nawet nie ma się jak przed nim bronić. Bo w końcu nas wszystkich dopadnie w najbardziej zaskakującym miejscu. Być może od przyszłego roku szkolnego lekcje historii zostaną zawieszone, a pojutrze przyjdzie do mojego domu kontrola czystości i sprawdzi czy się przed snem wykąpałem. Za tydzień moją dziewięćdziesięcioletnią sąsiadkę jacyś przedstawiciele „specpracu” wygonią do roboty. Absurd gna i depcze wszystkich. W końcu dopadnie ludzi u steru.
Absurd staje się znakiem firmowym III RP i głównym kodem porozumiewania elit władzy ze społeczeństwem. Stąpamy po parzącym logikę i zdrowy rozsądek absurdzie i co chwilę dostajemy sygnały, że już inaczej nie będzie. Jakże to musi boleć filozofa, komentatora Platona i znawcę Szekspira w oryginale.
Profesora nie da się upokorzyć. Wyrok, który usłyszał można by nazwać wyrazem ślepej przemocy i demonstracją siły, a nie jakimkolwiek namysłem nad sprawiedliwością. Natomiast upokorzony został Uniwersytet Jagielloński najstarsza polska akademia.
Myślę, że powinniśmy być zadowoleni, że profesor Legutko nie został natychmiast rozstrzelany. Bo przecież każdy następny absurd musi być bardziej absurdalny od poprzedniego. Zasada jest czytelna.
Sprawa zaraz przeminie i nikt o niej nie będzie pamiętał. Bo zaraz Euro 2012 i „Polacy nic się nie stało!”. Ja jednak zapamiętam, że profesor Ryszard Legutko wystąpił w obronie krzyża z pozycji wychowawcy, a w jego wypowiedzi nie dostrzegam ani znamion agresji ani obraźliwości. Jednakowoż to właśnie stanowi grunt dla sądowych absurdów. A poza tym: naprawdę nie mamy już kogo skazywać?! - mówi prof. Nalaskowski.
Not. Jarosław Wróblewski

