Profesor: Etiologia czyli podłoże homoseksualizmu, jest ciągle niepoznana.
A. Nalaskowski: Zatem przy owym niepoznaniu nie możemy mówić, a zwłaszcza przekonywać, że homoseksualizm jest „normalnością”. Według Profesora nie ma na to żadnych dowodów. Nie ma ich również na tezę, że homoseksualizm nie może być normą.
Profesor: Dopóki psycholodzy zajmują się homoseksualizmem, to oni akcentują czynniki środowiskowe. To jest i koncepcja psychoanalityczna, i koncepcja doświadczeń seksualnych, koncepcja społeczna, które starają się to wyjaśnić. W mojej ocenie wszystkie te hipotezy okazały się być bardzo mało przydatne.
A. Nalaskowski: Ostatnie zdanie tej wypowiedzi zawiera mocno amatorskie i zupełnie nie poparte argumentami uogólnienie. Cóż, Kępiński na makulaturę, Dąbrowski do kosza, Jung na przemiał…? Co by było gdybym ja, na podstawie pierwszego zacytowanego w tym tekście zdania Profesora orzekł, że „badania antropologów nie wnoszą niczego do naszej wiedzy o homoseksualizmie”? Bo jak rozumiem, państwa nauka rozpoznaje, ale jeszcze niczego nie rozpoznała. Każda dyscyplina bowiem przyjmuje swoją perspektywę oglądu świata. Stawia też swoje hipotezy. Trudno, aby psychologowie czy inni przedstawiciele nauk społecznych zajmowali się homoseksualizmem z perspektywy historii sztuki czy zootechniki.
Profesor: W niewielu przypadkach one są w stanie wyjaśniać orientacją seksualną. My wiemy dzisiaj, że dla kilkuset gatunków organizmów występuje homoseksualizm. W związku z tym to nie jest tak, że to jest jakaś cecha, która jest tylko i wyłącznie specyficzna dla naszego gatunku.
A. Nalaskowski: Ciekawa forma „my wiemy”. „My” czyli kto? My „prawdziwi badacze”? Zatem „my wiemy” co widzą także ci, którzy są poza magicznym „my”. Tak, jako hodowca koni widywałem u tych zwierząt zachowania homoseksualne. Ale były one tak samo rzadkie i nienormalne dla tych stworzeń jak atakujące je nowotwory, jak częstoskurcze serca. Miały i mają charakter patologiczny. Porównywania świata zwierząt ze światem ludzi (nazywam je tak w uproszczeniu) należy dokonywać z dużą ostrożnością. Świat zwierząt jest przestrzenią bezetyczną. Mówimy „lis upolował zająca” a nie „lis popełnił zbrodnię”, nie mamy też pretensji o to, że zwierzęta nie znają szacunku dla starości, że nie grzebią swoich zmarłych. Nawet zapamiętały przyrodnik nie może ludzkiego funkcjonowania sprowadzać do mechanizmów ssaczych pomijając tak istotny aspekt człowieczeństwa jakim jest kreowana przez tysiąclecia etyczność norm społecznych. Gdybym na to tak spojrzał to widziałbym świat zwierząt jako swiat gwałtu dokonywanego na samicach, jako świat zdradzających partnerki samców, jakoświat matek samotnie wychowujących dzieci. Człowiek to ktoś inny niż jeż czy sarenka.
Profesor: Po drugie my wiemy, że są takie zaburzenia genetyczne, które sprzyjają pojawieniu się homoseksualizmowi. Na przykład jest takie zaburzenie genetyczne, które nazywa się hiperplazją nadnerczy, przerostem nadnerczy, tak zwany blok nadnerczowy, który powoduje, że u dziewczynek już w okresie zarodkowym, płodowym w szczególności czyli w okresie prenatalnym generalnie rzecz biorąc, jest za wysoki poziom androgenów. To doprowadza do maskulinizacji mózgu. Lubią się bawić tak, jak chłopcy, ubierać się tak, jak chłopcy.
A. Nalaskowski: A więc jednak zaburzenie!?! Czyli nienormalność, którą w przypadku ludzkiej cielesności nieodmiennie od lat nazywamy chorobą? Jeśli więc orientacja homoseksualna urasta na gruncie zaburzenia to jest jego kontynuacją, konsekwencją, zaburzeniem. Czy Pana Profesora „my wiemy” może wskazać jakikolwiek przypadek, że w wyniku zaburzenia jednej funkcji organizmu zostaje wygenerowana jej normalna, a więc nie dysfunkcyjna wersja? Jest także zespół Klinefeltera-Turnera uznawany za zaburzenie rozwojowe. Tam się natura naprawdę pogubiła. Czy to też droga do normy? Czy do choroby?
Profesor: My wiemy, że homoseksualizm nie jest chorobą, jak ustaliła Światowa Organizacja Zdrowia.
A. Nalaskowski: Zatem czynniki będące zaburzeniem prawidłowości rozwoju mogące wg antropologa stanowić wyjaśnienie orientacji homoseksualnej są objawem zdrowia??? Sprowadzamy wnioskowanie naukowe do niebezpiecznych obszarów. Sam fakt prawdopodobnego wyjaśnienia zjawiska staje się certyfikatem jego normalności. Jeśli więc na gruncie nauk społecznych zrozumiemy mechanizmy powstawania nazizmu to sam nazizm uznamy za normalny? To wygodne orzekać „jak jest” i unikać za wszelką cenę odpowiedzi „jak być powinno”. Tak powstaje bezpieczna nauka w stylu pop.
Aleksander Nalaskowski
JW

