- Przyznaję młodzieży starszej i młodszej prawo do wakacyjnych szaleństw, a tym samym prawo do zabawy w Kostrzyniu. Wprawdzie nazwa „Woodstock” kojarzy mi się z lewicą spod znaku Che zainfekowaną przez inspiratorów KGB, ale obraz, który utkwił w młodości i wirtuozeria Hendrixa wiele łagodzą. Rozwalenie USA od wewnątrz przy pomocy ich własnego młodego pokolenia, które „freedom” odmieniało na wszystkie sposoby, a ”free” kleiło głownie z „love” było jednak szatańskim zabiegiem Imperium Zła. Mogło też mocno wpłynąć na losy wietnamskiej wojny, co nie byłoby dobre dla reszty świata.

 

Widziałem na „Przystanku” prezydenta Komorowskiego. Ostatni raz go widziałem „na powstaniu”, a wcześniej bodaj na meczu Euro gdy z prezydenckiej loży patrzył nań rosyjski milioner.

 

Duet Gauck i Komorowski pasowali do siebie jak dwie krople wody. Obaj pełnią funkcje czysto dekoracyjne przy czym Gauck jest prezydentem z Bundestagu (bo jest mało ważny), a Komorowski prezydentem z wyboru powszechnego czyli z najszerzej rozumianego żyrandola. Zabrakło go na rocznicy powstania AK, brakuje jego jakiegokolwiek głosu w sprawie wraku Tupolewa, nie istnieje w polityce zagranicznej, nie wydał żadnego ważnego dokumentu. Wymarzony prezydent na wakacje. Potwierdziło to spotkanie z rokendrolowcami, gotykami, muzykami reggae, punka i metalu. Jasne oblicze prezydenta okraszone paroma bon motami (w tym lubieżnym o wolności) wyraźnie pokazuje do czego się nasz prezydent nadaje. Na scenę gdzie nie mówi się niczego ważnego, na otwarcie polowań i do wznoszenia okrzyków „Darzbór!”, na trybuny stadionów piłkarskich po przystrojeniu narodowym szalikiem i do wypowiadania fraz zyskujących natychmiast status zabawnej gafy.

 

Czyli po prostu Wielki Świecowy spod żyrandola. I na tym poprzestańmy. Nie wymagajmy więcej. Bo przecież tylko niewielu jest zdolnych do transgresji. A poprawność polityczna każe nam to wszystkim tolerować.

 

Aleksander Nalaskowski